Jesienni wojownicy gotowi do boju!
niedziela, 26 sierpnia 2012
piątek, 24 sierpnia 2012
Jan pacyfista
Czasu mało. Akcja muzealna ,,Raz, dwa, trzy Warszawiakiem jesteś Ty!'' trwa. W tym roku więcej rodzin dołączyło do akcji, o czym świadczą tłumy dzieciaków w muzeach i ,,wiedząca o co chodzi'' obsługa.Tegoroczna akcja dotyczy sportu. Formularze są przystosowane dla młodszych dzieci. Jasio jest w stanie bez mojej pomocy rozwiązać wszystkie zadania. Jak rok temu dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy. Wczoraj na wystawie ,,Świat kobiety'' w
Muzeum Woli zdobyliśmy XIX wieczny przepis na fawory. Na pewno wypróbujemy!
Wczoraj obwoziłam po muzeach Jasia i jego najlepszego kumpla. W drodze do domu toczyli interesujące rozmowy.
Kuba: A jakby była wojna i miałbyś Polakom pomóc wygrać, to co byś zrobił?
Jan: Byłbym lekarzem i miałbym taką strzelbę z usypiającymi nabojami. Uśpił bym wszystkich wrogów i zawiózł ich na.....już wiem! Na Madagaskar!
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Schyłek panowania Królowej Marii
Podczas gdy brat był na koloniach, w królestwie rządziła Maria. Nie zapomniała nawet o insygniach władzy. Po trzech dniach panowania zażądała wykonania korony. Korona została wycięta przez wiernego sługę - strąconą z tronu Królowa Matkę. Maria osobiście udekorowała ją zbieranymi specjalnie na tę okoliczność (przez ostatni rok) naklejkami, znaczy się klejnotami.
Naga Królowa w gołej koronie.
Gotowa korona i prawdziwie królewski wyraz twarzy.
Na szczęście Brat powrócił z wojaży i Królowa Maria musiała oddać pół królestwa. Ufff....
wtorek, 14 sierpnia 2012
Rozwiązanie konkursu
Na wstępie przepraszam, że dopiero teraz. Spędzamy właśnie czas na krańcu pewnej podlaskiej wsi, gdzie internet jest jedynie przy sprzyjających wiatrach. Niestety haseł Gośki oraz Tele nie mogliśmy brać pod uwagę, gdyż wpłynęły po czasie. Bardzo nam przykro.
Nasze rodzinne jury obradowało burzliwie, by wybrać zwycięzców. A są nimi:
Mama Zosi
Matka Wariatka
Ojciec Polak.
Zwycięzców proszę o przesłanie mi swoich adresów pocztowych na mcdzia@tlen.pl
Nasze rodzinne jury obradowało burzliwie, by wybrać zwycięzców. A są nimi:
Mama Zosi
Matka Wariatka
Ojciec Polak.
Zwycięzców proszę o przesłanie mi swoich adresów pocztowych na mcdzia@tlen.pl
sobota, 4 sierpnia 2012
Witaj przygodo!!! Czyli wakacyjny konkurs z nagrodami!
Lubię mieć przewodniki. Mamy ich już sporą kolekcję. Ostatnio dołączył przewodnik ,,Polska z dzieckiem'' czyli rodzinny przewodnik dla zmotoryzowanych. Przewodnik został wdany przez Wydawnictwo Pascal przy współpracy ze Škodą. Książka zawiera pomocne wskazówki dla rodziców podróżujących z dziećmi, które mogą okazać się zbawienne, zwłaszcza jeśli jesteście początkujący w tym temacie. Trochę już pisałam o wskazówkach dla rodziców tu. Podróż z dzieckiem to prawdziwe wyzwanie! Ale wracając do Przewodnika...to już nie pierwszy przewodnik Pascala jaki mamy. Lubię je za przejrzystość, podział na trasy i dokładny opis atrakcji. Warto jednak przed wyjazdem zrobić resarch w internecie, bo wiele rzeczy zmienia się na bieżąco, lub może uda nam się trafić na fajne wydarzenie/imprezę. Dodatkowo w przewodnikach dla dzieci są legendy, albo krótkie bajki związane z daną okolicą albo zabytkiem. Dzieciaki je uwielbiają, a Jasio już nie raz zabłysnął w szkole znajomością jakiejś staropolskiej legendy. Dzięki współpracy ze Škodą przewodnik został wzbogacony o wskazówki dotyczące najdogodniejszych tras dojazdowych , bezpieczeństwa podczas jazdy, zasad podróżowania z dzieckiem, czy porad jak jeździć ekonomicznie. Mój mąż tylko narzekał, że na mapie brak naszej nowej autostrady A2, no ale ja osobiście uwierzyłam w nią dopiero jak pierwszy raz nią jechałam, więc się nie dziwię:-) Z przewodników korzystamy nie tylko po to, by zaplanować weekendowy, czy wakacyjny wyjazd. Mamy je zawsze w podorędziu na wypadek, gdybyśmy będąc w trasie mijali warte odwiedzenia miejsce. A ponieważ tych miejsce w Polsce jest całe mnóstwo będziemy mieli co robić.
UWAGA KONKURS !!!
Do wygrania na moim blogu trzy przewodniki
,,Polska z dzieckiem. Rodzinny przewodnik dla zmotoryzowanych''
Aby wygrać należy wymyślić zawołanie rodzinne którym powinna zaczynać się każda rodzinna wycieczka. A może macie już takie zawołanie?
Aby wziąć udział w konkursie należy napisać w komentarzu poniżej tego posta swoje hasło. Jeśli nie macie swojego konta na blogerze, wpiszcie komentarz anonimowo i wpiszcie w treści komentarza swój pseudonim.
Mile widziane jest linkowanie tego posta na waszych blogach lub wklejanie linka na Facebooku.
Konkurs trwa do 12 sierpnia
Zapraszam do zabawy
Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze. Zwycięzców wyłoni nasze rodzinne jury.
piątek, 3 sierpnia 2012
Tęsknota
Syn jest na kolonii. Nie jest łatwo, oooo nie jest. Ja wszystko wiem. Rozsądek działa. Każde dziecko musi kiedyś wyrwać się spod spódnicy. Zwłaszcza mały mężczyzna. Syn jest samodzielny, mądry i wraaażliwy. Jeju, przecież on taki wrażliwy, a jak on sobie tam radzi, czy dużo łka w poduszkę, czy nikt mu nie dokucza, czy kleszcza nie złapie? Kłębi się w głowie. Zaraz, zaraz opanuj się kobieto! Siedmioro dzieci z jego klasy, wychowawczyni jako opiekunka, same znajome twarze. Da sobie radę. Ale przecież 550 kilometrów od domu, zimne morze, tęsknota i łzy. Ciśnienie skacze, żołądek się zaciska. 2 kilo mniej w ciągu tygodnia. Ja 2 kilo mniej, bo syn pewnie ze trzy. Ommmm, spokój i samokontrola.Tylko nie dzwonić, nie panikować, trzymać się! W pierwszy dzień kolonii pierwszy telefon od Syna. Godzina osiemnasta. Łkanie i słowa wykrztusić nie może. Matka wariuje. Wychowawczyni telefonicznie uspokaja. Dzień drugi - w głosie większa samokontrola, słyszę jak przełyka łzy, dzielnie dopytuje się jak wypełnić pocztówkę. Synu, mówię, ale powiedziałeś że nie będziesz wysyłał. ,,Wyślę!'' krzyczy, ,,a właśnie że wyślę''' Ciekawe co tam napisze, myślę sobie. Ciekawe, czy podobnie jak ja około 25 lat temu zacznę od zdania ,,Kochani rodzice, tu jest okropnie przyjeżdzajcie po mnie jak najszybciej'' by skończyć: ,,Tu jest świetnie. Pozdrawiam. Magda'' (list zaczęłam pisać dnia pierwszego, a skończyłam trzeciego). Dzień trzeci. Syn dzwoni i informuje mnie, że wszystko w porządku, jest fajnie i musi już kończyć. ,,To paaa'' mówi, po czym dodaje konspiracyjnym szeptem ,,Wiesz mamo, ja za Wami strasznie tęksnie''
Wiesz Synu, my za Tobą też.
wtorek, 24 lipca 2012
Rok Janusza Korczaka
Jasio już wie, kim był Janusz Korczak. Zaczęliśmy od pięknej książki ,,Pamiętnik Blumki'' Iwony Chmielewskiej. Nie mogłam powstrzymać łez, gdy mój syn czytał tą książkę. Jasio był ciekaw dlaczego. Dla niego były to zapiski dziewczynki w jego wieku, dla mnie wzruszająca, tragiczna historia tysięcy niewinnych dzieci. Długo rozmawialiśmy o tej książce. Obiecałam Jasiowi, że przeczytamy ,,Króla Maciusia Pierwszego'', a przy najbliższej okazji wybraliśmy się pod pomnik Janusza Korczaka przy Pałacu Kultury i Nauki. Gdy Jasio trochę podrośnie obejrzymy razem film ,,Korczak''
Janusz Korczak to przede wszystkim wychowawca i autor wspaniałych książek dla pedagogów i rodziców. Jego teksty są uniwersalne, mimo że pisane lata temu. Wtedy jego teorie były nowatorskie, jego podejście do dzieci niespotykane. Rok 2012 został ogłoszony Rokiem Janusza Korczaka, to świetna okazja, by zapoznać się z jego twórczością.
,,Dobry wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje – przeżyje wraz z dziećmi wiele natchnionych chwil.''Władysław Szlengel
Kartka z dziennika ,,akcji''
Dziś widziałem Janusza Korczaka
Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie,
A dzieci były czyściutko ubrane,
Jak na spacerze w ogrodzie.
Nosiły czyste fartuszki świąteczne,
Które dzisiaj już można dobrudzić,
Piątkami Dom Sierot szedł miastem,
Knieja tropionych ludzi.
Miasto miało twarz przerażona,
Masyw dziwnie odarty i goły,
Patrzyły w ulice puste okna,
Jak martwe oczodoły.
Czasem krzyk jak ptak zabłąkany
Był dzwonem śmierci bez racji,
Apatyczni jeździli rikszami
Panowie sytuacji.
Czasem tupot i szurgot i cisza,
Ktoś w przelocie rozmowę miał spieszną
Przerażony i niemy w modlitwie
Stał kościół ulicy Leszno.
A tu dzieci piątkami – spokojnie,
Nikt nikogo nie ciągnął z szeregu,
To sieroty – nikt stawek nie wtykał
W dłonie granatowych kolegów.
Interwencji na placu nie było,
Nikt Szterlingowi w ucho nie dyszał,
Nikt zegarków w rodzinie nie zbierał
Dla spijaczonego Łotysza.
Janusz Korczak szedł prosto na przedzie
Z gołą głową – z oczami bez lęku,
Za kieszeń trzymało go dziecko,
Dwoje małych sam trzymał na ręku.
Ktoś doleciał – papier miał w dłoni,
Coś tłumaczył i wrzeszczał nerwowo,
– Pan może wrócić... jest kartka od Brandta,
Korczak niemo potrząsnął głową.
Nawet wcale im nie tłumaczył,
Tym, co przyszli z laską niemiecką,
Jakże włożyć w te głowy bezduszne,
Co znaczy samo zostawić dziecko...
Tyle lat... w tej wędrówce upartej,
By w dłoń dziecka kule dać słońca,
Jakże teraz zostawić strwożone,
Pójdzie z nimi... dalej... do końca...
Potem myślał o królu Maciusiu,
że mu los tej przygody poskąpił.
Król Maciuś na wyspie wśród dzikich
Też inaczej by nie postąpił.
Dzieci właśnie szły do wagonów
Jak na wycieczkę podmiejska w Lagbomer,
A ten mały z tą miną zuchwałą,
Czuł się dzisiaj zupełnie jak Szomer.
Pomyślałem w tej chwili zwyczajnej,
Dla Europy nic przecież niewartej,
że on dla nas w historie w tej chwili
Najpiękniejszą wpisuje kartę.
Że w tej wojnie żydowskiej, haniebnej,
W bezmiarze hańby, w tumulcie bez rady,
W tej walce o życie za wszystko,
W tym odmęcie przekupstwa i zdrady,
Na tym froncie, gdzie śmierć nie osławia,
W tym koszmarnym tańcu wśród nocy,
Był jedynym dumnym żołnierzem –
Janusz Korczak opiekun sieroty.
Czy słyszycie sąsiedzi zza murka,
Co na śmierć nasza patrzycie przez kratę?
Janusz Korczak umarł, abyśmy
Mieli także swe Westerplatte.
pięknie zilustrowana książka
czwartek, 19 lipca 2012
Bruschetta dla dorosłych
Dzieci wyjechały na całe trzy tygodnie! Jest ciężko, tęsknie bardzo, szaleję z tęsknoty. Z tego wszystkiego chwytam się rozpaczliwych prób chwilowego chociaż zapomnienia. Jak sobie radzić? Na przykład sprzątć. Jednak posprzątanie mieszkania zajęło mi trzy dni, a teraz (o dziwo) ład i porządek trwa sobie spokojnie, a wszystkie rzeczy odłożone przeze mnie na miejsce, na nich pozostają. Więc co tu robić, żeby nie tęsknić? Można zająć się sprawami bieżącymi, takimi jak wymiana kabiny prysznicowej, która to od miesiąca się nie domyka, ewentualnie odmalować ścianę tę czy tamtą. W ten sposób jeden dzień minie niepostrzeżenie i pożytecznie. Jeśli rozpacz chwyci i przydusi, zawsze zadziała dobre kino, albo film nagrany dawno temu. Oczywiście omijamy wszystkie kanały dla dzieci, żeby sobie nie przypominać! Czytanie też odpręża i pozwala na chwile zapomnienia, trzeba jednak uważać, gdyż niepokojeni możemy się tak zaczytać, że zapomnimy o całym świecie. Można oczywiście pójść w sporty, wsiąść na rower i pojechać w jakieś miejsce, gdzie nie ma za dużo dzieci (żeby nie zacząć tęsknić rzecz jasna), albo wskoczyć do basenu i przepłynąć kilkanaście długości, nie patrząc Broń Boże w stronę brodziku, gdzie rodzice znużeni do pasa asekurują swe pociechy. Jeśli i to nie pomaga spróbujmy, choć to niezdrowe, opróżnić butelkę wina i zjeść coś, czego nasze dzieci nie jadają (np. bruschettę, której moje dzieciaki nie wiedzieć czemu nie lubią). Jeśli już absolutnie nic nie działa warto spróbować wybrać się na koncert lub do klubu potańczyć. Głośna muzyka zagłuszy tęsknotę. Najgorzej jest jednak w weekedny, gdy czasu wolnego dużo. Wtedy zalecam spanie, najlepiej do południa. Śpiąc nie tęsknimy, chyba że śnią nam się nasze ukochane, wyczekiwane z utęsknieniem dzieciaczki:-)
Przepis na bruschettę, w razie gdyby
bułka lub chleb (ja używam to co mam pod ręką, w tym przypadku grahamkę)
5 pomidorów
ząbek czosnku
dobra oliwa z oliwek
duża garść świeżych ziół (na moim balkonie rosła akurat: bazylia, rukola, pietruszka i oregano)
krem na bazie octu balsamicznego (do kupienia w delikatesach lub marketach - to czarne do ozdoby i smaku)
Pomidory parzę, ściągam skórę, wykrawam gniazda nasienne i kroję w kostkę. Zioła myję, osuszam i siekam. Czosnek siekam. Wszystko mieszam, odrobinę solę, dodaję oliwę. Przekrojona bułkę grilluję na patelni, można też wsadzić do piekarnika. Gdy lekko się przypiecze i stanie się chrupiąca nakładam pomidory i polewam kremem balsamicznym.
wtorek, 17 lipca 2012
Krety na Krecie
Pisząc pozdrowienia dla Kuzynek Jasio popuścił wodze fantazji. Nie da się jednak ukryć, że Kreta jest piękna. Mieliśmy szczęście, że wybraliśmy się tam na samym początku wakacji, dzięki temu mogliśmy podziwiać egzotyczna roślinność w pełnym rozkwicie. Marysię zachwyciły różowe kwiaty i rosnący jak chwast bambus. Ja przywiozłam z wyspy suszony dziki tymianek i miód tymiankowy o wspaniałym aromacie! Oprócz tego co chwilę natykaliśmy się na jakieś zwierzęta. Poniżej kilka przykładów.
1. Koty były w każdym miasteczku jakie odwiedziliśmy. Duże i małe, czarne, rude, prążkowane. Snuły się szukając cienia. Na szczęście Kreteńczycy wystawiają im jedzenie. W monasterze miały nawet specjalne domki, a w drzwiach cel mnichów wycięto malutkie otwory, żeby mogły swobodnie wchodzić do środka.
2. Bajecznie kolorowe motyle na bajecznie kolorowych kwiatach
3. Kozy pasły się właściwie wszędzie, największe wrażenie robił ich widok na pionowych skałach, gdzie obgryzały dziki tymianek.
4. Młodą sówkę spotkaliśmy wśród ruin w Knossos. Wyglądała tak, jakby siedziała tam od tysięcy lat-spokojna i dumna, nie zwracająca uwagi na tłumy.
5. Rekin był na szczęście tylko w Cretaquarium.
6. W jeziorze Kournas (jedynym na Krecie) mieliśmy okazję obserwować wodne ptactwo, węgorze, żmiję wodną i najprawdziwsze żółwie. Niestety tylko ptactwo dało uwiecznić się na zdjęciu.
7. Na jednej z plaż oprócz ludzi różnej narodowości plażowały również dwie greckie gęsi. Siedziały sobie grzecznie w nagrzanym piasku, chyba że ktoś ośmielił się rozłożyć koc zbyt blisko, wtedy gąsior oburzał się lekko, syczał i zarządzał przeprowadzkę.
8.Tata złowił dzieciom jeżowca i kilka maleńkich krabów pustelników. Po wnikliwej obserwacji wypuściliśmy je na wolność.
9. Klacz ze źrebakiem byli naszymi sąsiadami. Ich wybieg był tuż za ogrodzeniem hotelu. Marysia w każdej wolnej chwili dokarmiała je bambusem. Wystarczyło głośno cmoknąć, by przywołać je z najdalszego kąta.
niedziela, 15 lipca 2012
Relacja z Krety część 1
To były nasze pierwsze wczasy typu AL czyli żryj, pij i wyda... No, wiecie o co chodzi. Zapowiadało się pięknie. Jedzenie podane pod nos, basen, morze, temeperatury powyżej 30 stopni, idealne do absorpcji witaminy D. Po trzech dniach takiej laby popadłam jednak w przygnębienie wakacyjne. Przeczytałam wszystko co wzięłam, od deski do deski, od słońca dostałam uczulenia, nie mówiąc o przeżarciu i stopach poparzonych od nagrzanej posadzki. Miałam poczucie traconego czasu i bezproduktywności. Usiłowałam przekonać samą siebie, że o to właśnie chodzi w wakacjach, ale nie udało się. Na szczęście małżonek podzielał moje odczucia. Dlatego czwartego dnia wypożyczyliśmy auto, by ruszyć zwiedzać. Był tylko malutki problem, dzieci w odróżnieniu od nas były zachwycone swoim położeniem. Stojąc na brzegu basenu mówiliśmy im o ciekawości świata, o bujnej kreteńskiej faunie i florze, którą można zobaczyć jedynie ruszając się z miejsca, o kulturze, sztuce i klimacie. Jak grochem o ścianę. Ani myśleli wyściubiać nosy z chlorowanej wody. W końcu posłużyliśmy się prośbą, groźbą i przekupstwem, wykorzystaując fakt, że lody dostępne w hotelu były mało jadalne. Dzieci zrezygnowane wylazły z basenu i dały zapakować się do auta. Oczywiście był to wychowawczy dylemat. Zrobić wszystko, by dzieci były zadowolone, czy iść na kompromis, by zaspokoić także swoje potrzeby. Osobiście jestem zwolenniczką wychowania, które przygotowuje dzieci do tego, że życie to nie pasmo samych sukcesów i przyjemności. Czasem trzeba chodzić na kompromisy i rezygnować ze swoich zamiarów. Zawarliśmy pakt. Po trzech dniach ,,nadbasenowych'' ruszyliśmy na wycieczki z obietnicą codziennej kąpieli.
W ten sposób:
kupiliśmy miód tymiankowy na lokalnym bazarze
Obserwowaliśmy rybaków i statki w porcie w Chani
plażowaliśmy na jednej z najlepszych plaż w Grecji
przeżyliśmy mrożącą krew w żyłach (przynajmniej dla mnie) wycieczkę na najpiękniejsza plażę Krety - Balos
Balos - widok z góry
Żałuję tylko, że nie zabraliśmy odpowiedniego obuwia na górskie wycieczki
Zwiedziliśmy największą atrakcję wyspy - Knosos (szkoda, że przewodników w języku polskim-brak)
Jasio w drodze przeczytał na głos wszystkie legendy związane z tym miejscem. Czyli o budowniczych labiryntu : Dedalu i Ikarze oraz o Minosie władcy Krety i jego synu Minotaurze, jak również o Tezeuszu i Ariadnie.
Odwiedziliśmy Kretaquarium z rekinami i wszelką morską fauną
I byliśmy na jeszcze jednej pięknej plaży, położonej tak, że jedyna dojście do niej było skalnymi schodkami-pół godziny w dół. Maria dzielnie pokonała trasę w obie strony na własnych nogach!
A potem wróciliśmy do basenu:-)
środa, 4 lipca 2012
Wakacyjne lektury
Oto co czytaliśmy na wczasach. Jasio powyższą książkę przeczytał nawet dwa razy. Mity, zwłaszcza ten o Herkulesie i Dedalu i Ikarze bardzo mu się spodobały. Relacja z Krety już wkrótce.
Panie Janie, panie Janie.
Dziś skończyłeś 8 lat! Kawał chłopa z Ciebie! Życzę Ci żebyś uwierzył w siebie i zawsze bronił swoich przekonań, żebyś nigdy nie zatracił swojej dociekliwości, żebyś robił w życiu rzeczy, które będą Ci sprawiać przyjemność, żebyś się nie wstydził i śmiało wychodził do ludzi. Jesteś świetnym facetem!
Ściskamy Cię urodzinowo zakochani w Tobie po uszy: rodzice i młodsza siostra.
Ściskamy Cię urodzinowo zakochani w Tobie po uszy: rodzice i młodsza siostra.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Ostatnie minuty
Zobligowani niespodziewanym i jedynym urlopem ,,ojca dzieciom'' jedziemy na wakacje. Pakujemy się na wariackich papierach. Pamiętamy jednak o rzeczach istotnych. Przed wyjazdem udaliśmy się do biblioteki po niezbędne lektury. A jakie? O tym w następnym odcinku...
piątek, 22 czerwca 2012
Pobite Gary, numer drugi!!! Już do ściągnięcia!
czwartek, 21 czerwca 2012
A na działce...
Drzewko motylkowe
Pikniko-grill
Hamakujemy
Poza tym walczymy w sposób ekologiczny ze ślimakami (kawa,fusy,piwo, jeże) i mrówkami (mąka kukurydziana). Perz wykorzystując naszą chwilowa nieuwagę i sprzyjającą pogodę rozrasta się szerokim łanem.
wtorek, 19 czerwca 2012
Łapiduchy to my!
Wsiąknęliśmy w kolejną wakacyjną muzealną akcję! Tym razem organizowaną przez Muzeum Łazienek Królewskich. W zeszłym roku wzięliśmy ekspresowy udział w ,,Raz, dwa, trzy Warszawiakiem jesteś Ty!''. W tym roku ten projekt, poszerzony o kolejne miejsca również się odbywa, gdy tylko Jaś się o tym dowie zapewne powtórnie weźmiemy w nim udział.
Natomiast w ostatni weekend zaopatrzeni w okrągłą mapę zwiedzaliśmy Łazienki Królewskie. Po raz kolejny przekonaliśmy się jak fantastyczne to miejsce. Dzięki mapie zabłąkaliśmy się we wcześniej przez nas nieodkryte zakamarki. Dzieci rozwiązywały zadania ( nawet młodsze dzieci 5-6 letnie powinny dać sobie z nimi radę). Na koniec naszej trasy , dzięki szyfrowi udało nam się otworzyć prawdziwą skrzynię ze skarbem. Teraz nasza mapę zabierzemy do Wilanowa i Sulejówka, by odszukać kolejne duchy i zdobyć pieczęcie na naszej mapie. Uwielbiam patrzeć na zaangażowanie Jana, który z nosem w mapie szuka kolejnych przystanków i rozwiązuje zadania. A ile się nowych rzeczy można się dowiedzieć przy okazji...
Ruszamy w drogę!
- Mamo, mamo a czy on by się obraził, gdybym ja mu wyrwał pióro? Ale tylko jedno?
- No chyba! (na wszelki wypadek nie sprawdziliśmy)
Oprócz mapy posiłkowaliśmy się przewodnikiem po Łazienkach.
Kolejne zadanie wykonane!
środa, 13 czerwca 2012
Kraków bez Dratewki.
Ja wiem, że obiecaliśmy sobie w zeszłym roku świecką tradycję spływu kajakowego w Boże Ciało, ale się nie udało. Udaliśmy się za to, w ostatni czwartek, do Krakowa (przeciwnym kierunku niż większość kibiców). Byliśmy w Krakowie trzy lata temu. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Przede wszystkim jak grzyby po deszczu wyrosły nowe muzea. To były bardzo aktywne trzy i pół dnia. A co zrobiło na nas największe wrażenie? Oto nasze typy:
Jasio:1. Zobaczyć na żywo Wayna Rooneya i poczuć atmosferę Euro 2012 w krakowskiej strefie eurokibica.
2. Poczuć się jak prawdziwy pilot we wspaniałym Muzeum Lotnictwa Polskiego.
3. Zostać, choć na chwilę, średniowiecznym rycerzem podczas festynu w Barbakanie.
4. Poznawać ciekawe krakowskie zakamarki.
5. Bawić się z siostrą w berka na zupełnie opustoszałym dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu. (sobota godzina 19:00)
Maria:
1. Przytulic się do królika na krakowskim rynku.
2. Zdobyć najwyższy szczyt w okolicy.
3. Patrzeć (najlepiej trzy razy dziennie) jak zieje ogniem Smok Wawelski.
4. Zmierzyć puls Ulrichowi Von Jungingen'owi.
5. Poczuć wiatr we włosach w Muzeum Lotnictwa Polskiego.
Tata:
1. Patrz Jasio punkt pierwszy.
2. Patrz Jasio punkt drugi.
2. Zjeść najlepsze lody w Krakowie, a może nawet najlepsze w Polsce!
4. Pokazać dzieciom niezwykle ciekawe Muzeum Inżynierii Miejskiej.
5. Zapewnić rodzinie najlepsze obiady w Krakowie.
Ja:
1. Zejść pod krakowski rynek i wysłuchać prawdziwej legendy o Smoku Wawelskim (takiej bez Dratewki).
2. Łazić po Kazimierzu, trafić na targ staroci i najeść się czereśni.
3. Zwiedzić poruszająca ekspozycję dotycząca okupacji w Fabryce Schindlera.
4. Znajdować inspiracje na każdym rogu.
5. Lecz przede wszystkim patrzeć na swoje zadowolone dzieci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






