Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 marca 2014

Dobre rady ,,ciotki klotki''

Właśnie zapakowałam zimowe kurtki ,,na pawlacz''. Robiąc przegląd kieszeni natknęłam się na taką oto kolekcję skarbów Marysi.




Przy okazji zimowo-wiosennej zamianie odzieży natchnęło mnie do rozmyślań. W sobotę na placu zabaw spotkaliśmy mnóstwo dzieci okutanych w zimowe kurtki, czapki wiązane pod brodą oraz rękawiczki. Biedne dzieci pomyślałam sobie. Moje pozbyły się czapek, nie wspominając o szalikach oraz zimowych kurtkach...Tylko buty wiosenne zostały obute z pewnym opóźnieniem, gdyż zeszłoroczne okazały się za ciasne i trzeba było przebyć drogę przez mękę zwaną ,,zakupami z nielatami''. 
Ale wracając do rozmyślań...jako dziecko nie pamiętam, żebym była poddawana terrorowi ciepłego ubierania. Z tego co pamiętam nikt nie sznurował mi szalika na szyi, czy nie wciskał czapki na oczy. Nie mam problemu z przeciągami w domu, wręcz przeciwnie lubię przeciągi. W nocy śpię spokojnie i nie zastanawiam się, czy moje dzieci oby na pewno są przykryte kołderką. Wręcz mogę stwierdzić z dużą dozą pewności, że są odkryte. W ciągu swojej matczynej kariery odkryłam pewną prawidłowość w tym względzie: okrycie kołdrą w nocy gwarantuje jedynie otwarte okno w pokoju dziecięcym. Tak, właściwie mogę się tu obnażyć: moje dzieci śpią przy otwartym oknie! Oczywiście nie w zimie, przy temperaturach minusowych, ale wtedy przynajmniej staram się wietrzyć ich pokój przed snem. Przyznam się również do tego, że nie zakładam dzieciom kalesonów. W tym roku kalesony syna spokojnie robiły się za małe w szufladzie. W końcu zima była lekka, a ja nie wyobrażam sobie, że mój syn zakłada kalesony przy -2, bo jak musiałabym go ubrać przy - 20? Wyznaję zasadę, że lepiej dla dziecka aby zmarzło, niż żeby się przegrzało. Mało tego, uważam również, że dziecko, tak jak każdy świadomy człowiek potrafi powiedzieć, czy jest mu zimno. Nie rozumiem matek, które siedzące i marznące w bezruchu na ławce, ubierają swoje biegające dzieci tak samo jak siebie, albo i cieplej. Uważam za naturalne, że jeśli moje dziecko zmarznie to mi to powie i wtedy zareaguje odpowiednio - proponując mu okrycie wierzchnie. Mam do swoich dzieci zaufanie w tym względzie, nikt bowiem nie lubi marznąć. Gdy dzieci były mniej komunikatywne trzymałam się zasady, którą otrzymałam od położnej, że dziecko ma mieć jedną warstwę więcej niż ja sama, a każda pogoda jest dobra na spacer, pod warunkiem że odpowiednio dziecko ubierzemy. W ten sposób narażałam się niektórym ,,ciotkom-wszechwiedzącym'' z mojego osiedla, które uważały że okrycie dziecka jedynie pieluszką przy 40 stopniowym upale jest niedopuszczalne, tak samo zresztą jak spacery z dzieckiem przy trzaskającym mrozie. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że przecież dziecko nie spało by spokojnie gdyby było mu za zimno... Niektórzy wiedzą lepiej. Wychodząc z tego samego założenia tym razem ja dam Wam dobrą radę: hartujcie swoje dzieci! 

wtorek, 13 sierpnia 2013

Filozof z przypadku

Syn była na koloniach. Przez dwa tygodnie zadzwonił zaledwie dwa razy. Na szczęście codziennie na stronie internetowej organizatora wyjazdu ukazywały się zdjęcia dokumentujące dzień kolonistów. Co wieczór upewniałam się więc, że syn żyje i ma się dobrze. Zaciekawiły mnie kolorowe paznokcie u niektórych chłopców na zdjęciach. Po powrocie nie omieszkałam spytać o to syna:

-Dlaczego niektórzy chłopcy mieli pomalowane paznokcie na kolorowo?
-Aaaa, bo jak zorganizowali nam dyskotekę, to były takie różne stoiska i było też stoisko maniciuru i tam malowali paznokcie.
-A Ty też miałeś pomalowane?
-Nieeee, kolejka była za długa, to poszedłem na kółko filozoficzne.


środa, 24 lipca 2013

Poznawanie Poznania.

Wakacje w toku. W tym roku są wyjątkowo pracowite dla rodziców. A dlaczego? Zdradzę wkrótce. Nasze wypady są więc krótkie. Miniony weekend spędziliśmy w Poznaniu. Lubię wracać do tego miasta. Ojciec dzieciom tam właśnie studiował, dlatego też chętnie odwiedza stare śmieci. Nie planowaliśmy zbyt wiele. Gwoździem programu miała być kąpiel w basenach termalnych i odwiedziny w zoo. Oprócz tego odkryliśmy dla siebie kilka cudownych miejsc. To wspaniałe jak dzieci poszerzają nasze horyzonty. W czasie studiów na naszym poznańskim szlaku była knajpa z Fortuną, akademiki, Malta i co najwyżej Stare Miasto, a teraz odkrywamy inne ciekawe zakątki, szukając atrakcji dla dzieciaków.

Zaczęliśmy oczywiście od koziołków na poznańskim rynku.


Potem była krótka wycieczka szlakiem zakupionej książeczki oraz oglądanie makiety dawnego Poznania


Następnie ruszyliśmy do Muzeum Archeologicznego na ciekawą wystawę o Ameryce Południowej  


Na zakończenie dnia dotarliśmy na Plac Wolności, gdzie utknęliśmy na kilka dobrych godzin podczas których dzieci: kąpały się w fontannie, budowały z kreatywnych klocków, bujały się na hamaku, jadły ekologiczne śliwki, zjadły pyszny obiad. Wszystkie atrakcje zagościły na Placu Wolności za sprawą Festiwalu Malta, który w miniony weekend właśnie się kończył.




Następnego dnia z samego rana ruszyliśmy Maltanką do poznańskiego zoo

 

Popołudnie spędziliśmy na Ostrowie Tumskim z którego przeszliśmy mostem na Śródkę. Turystów tam brak, atmosfera niepowtarzalna, małe knajpki, leżaki, muzyka, a na moście artystyczny festyn z rurami i lemoniadą. Byliśmy absolutnie zauroczeni nie tylko historią Ostrowa Tumskiego sięgającego Chrztu Polski, ale też kameralnością i przytulnością Śródki. Polecamy każdemu odwiedziny tej części Poznania.

Jasia zainteresowały też  plenerowe wypożyczalnie książek. Świetny pomysł wart naśladowania przez inne miasta.
Polecamy Poznań! To naprawdę bardzo ciekawe i piękne miasto, w sam raz na weekendowe wypady.