Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecamy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 czerwca 2012

Łapiduchy to my!

Wsiąknęliśmy w kolejną wakacyjną muzealną akcję! Tym razem organizowaną przez Muzeum Łazienek Królewskich. W zeszłym roku wzięliśmy ekspresowy udział w ,,Raz, dwa, trzy Warszawiakiem jesteś Ty!''. W tym roku ten projekt, poszerzony o kolejne miejsca również się odbywa, gdy tylko Jaś się o tym dowie zapewne powtórnie weźmiemy w nim udział.
Natomiast w ostatni weekend zaopatrzeni w okrągłą mapę zwiedzaliśmy Łazienki Królewskie. Po raz kolejny przekonaliśmy się jak fantastyczne to miejsce. Dzięki mapie zabłąkaliśmy się we wcześniej przez nas nieodkryte zakamarki. Dzieci rozwiązywały zadania ( nawet młodsze dzieci 5-6 letnie powinny dać sobie z nimi radę). Na koniec naszej trasy , dzięki szyfrowi udało nam się otworzyć prawdziwą skrzynię ze skarbem. Teraz nasza mapę zabierzemy do Wilanowa i Sulejówka, by odszukać kolejne duchy i zdobyć pieczęcie na naszej mapie. Uwielbiam patrzeć na zaangażowanie Jana, który z nosem w mapie szuka kolejnych przystanków i rozwiązuje zadania. A ile się nowych rzeczy można się dowiedzieć przy okazji...

Ruszamy w drogę!
- Mamo, mamo a  czy on by się obraził, gdybym ja mu wyrwał pióro? Ale tylko jedno?
- No chyba! (na wszelki wypadek nie sprawdziliśmy)
Oprócz mapy posiłkowaliśmy się przewodnikiem po Łazienkach. 
Kolejne zadanie wykonane!

piątek, 24 lutego 2012

Na ratunek zagrożonej matce

Matka została uziemiona. Odwilż dała nam się we znaki nie tylko ze względu na przemakające kalosze. Odwilż zawładneła również jednym z dzieci. Kapie z dachu i kapie z nosa. Na fali wiosennej odwilży umysłu, w obronie przed znudzonym dzieckiem chwyciłam za koc ratunkowy! Udało się! Znudzona bestia oddaliła się na cały kwadrans odwlekając szantaż emocjonalny.
W naszej futurystycznej sesji udział wzięli: jedno znudzone dziecko, jeden koc ratunkowy zakupiony w aptece.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Szczekanie, mlaskanie i bębnienie

Niedzielę spędziliśmy aktywnie, być może nawet nadaktywnie.
Po pierwsze poszliśmy do Teatru Lalka na spektakl ,,Daszeńka'' na podstawie ksiązi Karela Čapka ,,Daszeńka, czyli żywot szczeniaka''. Daszeńka przypomniała mi naszego szalonego foksteriera, którego Dziadek kupił nam na wystawie psów. To był prawdziwy czort! A wracając do spektaklu- Maria i Jan wyszli usatysfakcjonowani i szkoda tylko, że w teatrach dla dzieci nie ma widowni wznoszącej się do góry, by dorośli siedzący z przodu nie zasłaniali dzieciom widoku a dzieci nie musiały klęczec na krzesłach.

             zdjęcie ze strony Teatru Lalka, wszystkie wcielenia Daszeńki były zrobione na szydełku
Po drugie wybraliśmy się wieczorem do Zachęty na rodzinne warsztaty muzyczne. Było po prostu rewelacyjnie! Dzięki energii prowadzącego warsztaty- Grzegorza Wierusa, który zachęcał nas do krzyku, bębnienia, śpiewu, głośnego mlaskania, a nawet eksimoskich okrzyków wyszłam z Zachęty z zupełnie zdartym głosem i na dodatek tak zaaferowana, że zapomniałam zabrać torebki. Maria popłakała się na wieść, że trzeba już wracać do domu, a Jasia siłą niemalże odciągałam od kotłów. No i mówię Wam, że po tych warsztatach mam chęć zapisać się do chóru, bo to tak fajnie od czasu do czasu zaśpiewać na całe gardło! Z moimi wokalnymi zdolnościami zrobiłabym karierę niczym Florence Foster Jenkins. A na pewno wybiorę się z dziećmi do Filharmonii Łódzkiej na koncert z cyklu ,,O co tyle hałasu'' z tym samym prowadzącym oraz na kolejne warsztaty rodzinne w Zachęcie, bo to bardzo fajne miejsce.


wtorek, 27 grudnia 2011

Makaronowe dzieła tworzone pod stołem

Właściwie to można się było zmylić pogodą i na pasterkę wybrać się z koszyczkiem pisanek. U Was też tak ciepło?
Maria podczas długich biesiad szukała dla siebie twórczego zajęcia. Tu widać jak układa z makaronu domek.
Jan przeczytał jeden komiks o TinTinie i chce więcej. Poza tym zachorowaliśmy na Rummikub (prezent pod choinką), w ciągu ostatnich kilku dni odbyliśmy kilkadziesiąt rodzinnych rozgrywek i ciągle nam mało! Polecamy!

czwartek, 1 grudnia 2011

Pippi Pończoszanka powróciła!!!!!!

Uwaga duzi i mali Pippi powróciła!!!! Na deski Teatru Dramatycznego w Warszawie. Kto żyw niech staje w kolejce po bilety. Nie omieszkaliśmy wybrać się na spektakl. Było cudownie! Uśmiałam się tak, że brzuch mnie rozbolał. Jasio siedział nieruchomo wpatrzony w scenę, a Maria tak przeżywała losy bohaterów, że na koniec popłakała się razem z mieszkańcami miasteczka żegnającymi Pippi. Wracając do domu nuciliśmy muzyke ze spektaklu. Takie emocje tylko w TEATRZE! Sezon teatrlany w tym roku otwarty z poślizgiem, ale pierwszy spektakl to strzał w dziesiątkę. Zresztą to już nasz drugi raz na Pippi Pończoszance. Ostatnim razem Jasio był w wieku Marysi, a ja byłam jeszcze Marysią nadziana:-)
                                                    zdjęcie ze strony Teatru Dramatycznego
                                           w teatrze każdy może spróbować dźwignąć konia

czwartek, 24 listopada 2011

Mamo, a zrób mi fryzurę na Tintina

Jan poleca gorąco film ,,PrzygodyTintina''. Nie miałam przyjemności oglądać, bo Jasio do kina poszedł z Dziadkiem, ale przez kilka kolejnych dni po seansie syn scena po scenie odtworzył mi całą historię.

niedziela, 16 października 2011

Jan poszedł na studia.

Dni biegną nieubłaganie, zamieniając się w miesiące i lata. Niepostrzeżenie nasze dzieci wyrastają i pewnego dnia orientujemy się ze zdziwieniem, że aby sięgnąć synowego policzka musimy wspiąć się na palce. Ech, łapmy chwile, kolekcjonujmy dziecięce uściski i przytulajmy się, póki chcą być przytulane:-)
Refleksje mnie naszły z powodu studiów mojego syna. Tak, Jan poszedł na uniwersytet i to nie byle jaki, bo jest to Uniwersytet Dzieci. Nie powiem początki były trudne. Jan oburzył się, że w weekend serwujemy mu dodatkowe zajęcia i zamast odpoczynku od szkoły będzie musiał się uczyć. Trzymałam kciuki, żeby pierwsze wykłady mu sie spodobały. Wrócił podekscytowany z indeksem w ręku, pełen świeżo zdobytej wiedzy, którą natychmiast się z nami podzielił. Czeka już na następne zajęcia. Wieczorem naszła go odkrywcza myśl. ,,Mamo, to dobrze że teraz sobie postudiuję, bo potem już nie będę musiał i będę mial dużo wolnego czasu'' rzekł z zadowoleniem. No tak.
Uniwersytetów dla dzieci jest coraz więcej. Jednak dostać się do nich jest trudno. Trzeba pilnować terminów i być wytrwałym, ale naprawdę warto. Zwróćmy uwagę jaką dlugość mają wykłady, czy nie są zbyt dlugie i jaka jest liczba uczestników. Z doświadczenia wiem, że 6-7 letniemu dziecku trudno skupić się dlużej niż 45, maksymalnie 60 minut, a grupa powinna być niewielka, typowe wykłady w dużych salach nie sprzyjają  dłuższemu utrzymaniu zainteresowania maluchów.

wtorek, 27 września 2011

,,Cztery maLe krasnoludki''

Dzisiaj polecę Wam płytę, która u nas święciła triumfy popularności podczas wakacji. Zaczęło się od Radia Bajka, które odkryliśmy jeszcze przed wakacjami. Pewnego popołudnia usłyszeliśmy tam piosenkę o zegarze. Jasio zachwycił się. Niestety osoba prowadząca audycję nie podała tytułu utworu. Dałabym sobie rękę uciąć, że śpiewał ją Mieczysław Fogg. Obiecałam Jasiowi piosenkę odnaleźć. Jak zwykle niezawodny wuj Google po dobrych kilkunastu stronach doprowadził mnie do celu. Płytę ,,Dawne piosenki, bajki i baśnie dla dzieci w wykonaniu artystów XX wieku'' zamówiłam natychmiast. Paczkę rozpakowaliśmy w pośpiechu i od razu włączyliśmy płytę. Od pierwszego, a właściwie od drugiego, czwartego i ósmego utworu się w niej zakochaliśmy. Dzieci słuchały jej na okrągło, dzięki czemu dowiedziałam się, że dojazd z domu do żłobka Marysi trwa dokładnie tyle ile pięciokrotne wysłuchanie ,,Piosenki o zegarze'' w wykonaniu Mieczysława Fogga oraz siedmiokrotne wysłuchanie ,,Czterech małych krasnoludków'' w wykonaniu Chóru Eryana. Jakby tego było mało Jaś zażądał spisania tekstu ulubionych utworów, co też uczyniłam. Szybko nauczyliśmy się słów na pamięć, a Maria trzymając tekst do góry nogami i śpiewając po raz setny słyszaną piosenkę trzeźwo zauważyła, że ona chyba potrafi czytać! No bo przecież śpiewa to, co napisane jest na kartce:-)
Polecam Wam tą płytę, bo jest naprawdę wspaniała. Jest to jedyna chyba płyta z muzyką dla dzieci, której dałam radę słuchać codzienie przez miesiąc. Wspaniała muzyka, nieco archaiczne, lecz pisane piękną polszczyzną teksty i ten głos Mieczysława Fogga. Ech, takich piosenek dla dzieci po prostu już się nie pisze.
Jasio poznał dzięki nim wiele nowych słów i znowu przez jakiś czas zaczął mówić z tylnojęzykowym Ł niczym dawni kresowi artyści.
Chętnie wkleiłabym tu choć jeden utwór, ale ponieważ to nielegalne odsyłam do  strony jaką udało mi się znaleźć, na której można posłuchać chociaż fragmentów. Rekomendujemy zwłaszcza utwory numer: 2, 4 i 8.