Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 marca 2014

Dobre rady ,,ciotki klotki''

Właśnie zapakowałam zimowe kurtki ,,na pawlacz''. Robiąc przegląd kieszeni natknęłam się na taką oto kolekcję skarbów Marysi.




Przy okazji zimowo-wiosennej zamianie odzieży natchnęło mnie do rozmyślań. W sobotę na placu zabaw spotkaliśmy mnóstwo dzieci okutanych w zimowe kurtki, czapki wiązane pod brodą oraz rękawiczki. Biedne dzieci pomyślałam sobie. Moje pozbyły się czapek, nie wspominając o szalikach oraz zimowych kurtkach...Tylko buty wiosenne zostały obute z pewnym opóźnieniem, gdyż zeszłoroczne okazały się za ciasne i trzeba było przebyć drogę przez mękę zwaną ,,zakupami z nielatami''. 
Ale wracając do rozmyślań...jako dziecko nie pamiętam, żebym była poddawana terrorowi ciepłego ubierania. Z tego co pamiętam nikt nie sznurował mi szalika na szyi, czy nie wciskał czapki na oczy. Nie mam problemu z przeciągami w domu, wręcz przeciwnie lubię przeciągi. W nocy śpię spokojnie i nie zastanawiam się, czy moje dzieci oby na pewno są przykryte kołderką. Wręcz mogę stwierdzić z dużą dozą pewności, że są odkryte. W ciągu swojej matczynej kariery odkryłam pewną prawidłowość w tym względzie: okrycie kołdrą w nocy gwarantuje jedynie otwarte okno w pokoju dziecięcym. Tak, właściwie mogę się tu obnażyć: moje dzieci śpią przy otwartym oknie! Oczywiście nie w zimie, przy temperaturach minusowych, ale wtedy przynajmniej staram się wietrzyć ich pokój przed snem. Przyznam się również do tego, że nie zakładam dzieciom kalesonów. W tym roku kalesony syna spokojnie robiły się za małe w szufladzie. W końcu zima była lekka, a ja nie wyobrażam sobie, że mój syn zakłada kalesony przy -2, bo jak musiałabym go ubrać przy - 20? Wyznaję zasadę, że lepiej dla dziecka aby zmarzło, niż żeby się przegrzało. Mało tego, uważam również, że dziecko, tak jak każdy świadomy człowiek potrafi powiedzieć, czy jest mu zimno. Nie rozumiem matek, które siedzące i marznące w bezruchu na ławce, ubierają swoje biegające dzieci tak samo jak siebie, albo i cieplej. Uważam za naturalne, że jeśli moje dziecko zmarznie to mi to powie i wtedy zareaguje odpowiednio - proponując mu okrycie wierzchnie. Mam do swoich dzieci zaufanie w tym względzie, nikt bowiem nie lubi marznąć. Gdy dzieci były mniej komunikatywne trzymałam się zasady, którą otrzymałam od położnej, że dziecko ma mieć jedną warstwę więcej niż ja sama, a każda pogoda jest dobra na spacer, pod warunkiem że odpowiednio dziecko ubierzemy. W ten sposób narażałam się niektórym ,,ciotkom-wszechwiedzącym'' z mojego osiedla, które uważały że okrycie dziecka jedynie pieluszką przy 40 stopniowym upale jest niedopuszczalne, tak samo zresztą jak spacery z dzieckiem przy trzaskającym mrozie. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że przecież dziecko nie spało by spokojnie gdyby było mu za zimno... Niektórzy wiedzą lepiej. Wychodząc z tego samego założenia tym razem ja dam Wam dobrą radę: hartujcie swoje dzieci! 

środa, 5 marca 2014

Sztuka codzienności

Przedstawiam instalacje przestrzenną pt. ,,Wolny Wieczór'' reprezentującą nurt awangardy feminizującej.

piątek, 17 stycznia 2014

Gdzie jest gender pogrzebany?

I mnie dotknęła refleksja na temat ,,gender''. Powiem szczerze: nie miałam czasu, żeby sobie tym tematem głowę zawracać. Dotarło do mnie jednak to i owo zwłaszcza ze strony przeciwników gender i prób wprowadzenia do przedszkoli tematu. Przeciwnicy twierdzą, że przedszkolaki są za małe i co to za pomysł takie tematy poruszać w przedszkolu. Nie zastanawiałam się nad tym, póki córka ma dnia pewnego, jak co dzień monologowała przy ubieraniu się. Wciskała właśnie przez głowę czarny podkoszulek z robotami odziedziczony po bracie. ,,A wiesz mamo, K. nie lubi jak ja noszę męskie bluzki, bo K. mówi że dziewczyny powinny nosić dziewczyńskie bluzki, a męskie bluzki, takie z robotami, czarne i z angrybirdsami to mogą nosić tylko chłopaki, ale przecież ja mu powiedziałam, że dziewczyny mogą nosić to co chcą i jak chcą męskie bluzki, to też mogą nosić'' Pogłębiłam temat, zaczęłyśmy się zastanawiać co to znaczy, że ubrania są męskie albo damskie. Marysia doszła do wniosku, że dziewczyny to jednak maja lepiej, bo mogą nosić bezkarnie męskie bluzki, a chłopiec w dziewczyńskiej już raczej nie założy. A dlaczego? No i tu właśnie jest gender pogrzebany...
Czyżby przedszkolak, ot taki w wieku Marysi, naprawdę jest za mały żeby rozmawiać o społeczno-kulturowej tożsamości płciowej? A może to właśnie najlepszy czas na takie rozmowy. W dzisiejszym świecie wchodząc do przedszkola na pierwszy rzut oka można stwierdzić ile dziewcząt i chłopców jest w grupie. Wystarczy popatrzeć na wieszaki i zliczyć różowe paltka, różowe kapcie lub różowe czapeczki. Genderowe refleksje dopadną nas też w pierwszym lepszym markecie w dziale zabawkowym. Po jednej stronie różowa ściana roznegliżowanych lalek, różowe mopy i żelazka oraz pulchniutkie bobasy sikające na zawołanie. Po drugiej stronie: mroczne przygody, broń, piraci i rywalizacja w kolorze moro. Nawet klocki Lego maja płeć, bo wiadomo że dziewczynki wolą budować różowe sklepy i lecznice weterynaryjne, a chłopcy tory wyścigowe, zamki i pojazdy kosmiczne. Patrząc na to wszystko zastanawiam się, czy zmierzamy ku równouprawnieniu, wyrównaniu szans, czy raczej ku pogłębianiu różnic i wtłaczaniu w stereotypy?

piątek, 11 października 2013

Pokaż mi swój telefon, a powiem Ci kim jesteś.

Jan od dłuższego już czasu domagał się telefonu. Nie byle jakiego telefonu, a smartfonu. Byliśmy nieugięci. Wypominaliśmy zaginione i zagubione przedmioty, groziliśmy uzależnieniem od gier oraz wysokimi rachunkami za połączenia z internetem:-) Jan tymczasem marniał. 
Aż w końcu nadeszła wiekopomna chwila, kiedy to ojciec musiał udać się do punktu telefonii komórkowej w celu przedłużenia umowy. Nowy smartfon zakupiony przy tej okoliczności został podarowany Janowi. 
Syn nie krył radości. Z tej jedynej w swoim rodzaju okazji, zaprosił całą rodzinę na niedzielny obiad do restauracji. Wyjął ze skarbonki skrupulatnie oszczędzane pieniądze (z przeznaczeniem na telefon) i zapłacił rachunek zauważając z radością,  że to niewielka cena za wymarzony telefon.
Następną kwestią była możliwość pochwalenia się w szkole nowym nabytkiem. Jan wie jak mnie podejść. Kilka razy podchodził i mruczał pod nosem...,,Nie, ale nie zgodzisz się, no nie zgodzisz się''. Gdy zainteresowana wydusiłam wreszcie, że chodzi o zabranie telefonu do szkoły, łaskawie się zgodziłam. Ustaliliśmy, że w czwartek weźmie ze sobą telefon.

W piątek:
- Widzisz Mamo, wczoraj pozwoliłaś mi zabrać telefon do szkoły, nie zgubiłem go, czyli jestem odpowiedzialny. Będę mógł zabierać telefon do szkoły codziennie?
- A możemy się umówić, że tylko w czwartki będziesz zabierał? 
- Uważasz, że jestem odpowiedzialny tylko w czwartki?
  
I masz babo placek! Nie wspomnę, że  w czwartek zawartość śniadaniówki wróciła do domu w stanie nienaruszonym. Kto by miał czas głodnieć, gdy w czasie przerw trzeba grać na telefonie.

Przez kilka dni Jan zmieniał swoje ustawienia i jakież było moje zdziwienie gdy zorientowałam się, że na wygaszaczu...
widnieje nasze zdjęcie ślubne, a na tapecie:
zdjęcie ukochanej siostry.

No wiesz mamo, rodzina jest najważniejsza - skwitował mój ukochany syn. Jak myślicie kiedy mu przejdzie?

wtorek, 1 października 2013

Nowe dziecko.

Cicho, spokojnie ale tylko na blogu. Powód jest zasadniczy. Zmiany życiowe. Co tu dużo pisać, właśnie narodziło się moje trzecie dziecko. Nie jest podobne do dwojga pozostałych, choć chwilowo jak to z maluszkami bywa zawładnęło moim życiem, a starsze rodzeństwo bywa zazdrosne. 
Moi drodzy zostałam drobnym przedsiębiorcą, brak czasu i całkiem nowe obowiązki mnie chwilowo przytłoczyły. Uczę się teraz wielu nowych rzeczy, staram się ułożyć grafik życia rodzinnego najrozsądniej jak potrafię. Cieszę się i martwię równocześnie. Jestem pełna nadziei i obawy w tym samym czasie. Ech, życie potrafi zaskoczyć. Mam jednak nadzieję, że już wkrótce wyjdę z impasu, stanę się świetnie zorganizowana, zadbana, wyspana i  ogólnie będzie super:-)
A oto przedstawiam Wam moje trzecie dziecię. Tadddam!
I jeszcze mieszkanko na Facebook'u.
Zapraszam serdecznie wirtualnie i całkiem realnie na kawę i pogawędkę.



wtorek, 13 sierpnia 2013

Filozof z przypadku

Syn była na koloniach. Przez dwa tygodnie zadzwonił zaledwie dwa razy. Na szczęście codziennie na stronie internetowej organizatora wyjazdu ukazywały się zdjęcia dokumentujące dzień kolonistów. Co wieczór upewniałam się więc, że syn żyje i ma się dobrze. Zaciekawiły mnie kolorowe paznokcie u niektórych chłopców na zdjęciach. Po powrocie nie omieszkałam spytać o to syna:

-Dlaczego niektórzy chłopcy mieli pomalowane paznokcie na kolorowo?
-Aaaa, bo jak zorganizowali nam dyskotekę, to były takie różne stoiska i było też stoisko maniciuru i tam malowali paznokcie.
-A Ty też miałeś pomalowane?
-Nieeee, kolejka była za długa, to poszedłem na kółko filozoficzne.


niedziela, 11 sierpnia 2013

Uświadomiony.

Jan jakiś czas temu został uświadomiony w kwestiach pojawiania się dzieci na tym świecie. Uzyskał wiedzę fachową i jednoznaczną. Od tego czasu wszystko stało się dla niego jasne. Ot przykłady:

Oglądamy film. Mężczyzna i kobieta całują się. Jan komentuje:
- Wiem co teraz będzie, no wiem.


Znowu siedzimy przed telewizorem. W filmie występuje rodzina wielodzietna. Naprawdę wielodzietna, bo dzieci jest pewnie około tuzina albo i więcej. Jan robi nagle wszechwiedzącą minę i mówi do mnie:
- Za dużo wiesz czego.
- Czego? - pytam, bo nie podejrzewam jeszcze o co może chodzić.
- No tyle dzieci, no wiesz czego za dużo, tego na s...





czwartek, 6 czerwca 2013

Nasza własna edukacyjna Ciotka Kena.

Opowiadałam Jasiowi o wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Najbardziej zainteresowała go praca Zbigniewa Libery. Dużo o niej rozmawialiśmy; o jej znaczeniu i przesłaniu. Potem zaczęliśmy oglądać inne prace Libery i szczególnie rozbawiła nas Ciotka Kena. A ponieważ w zasobach zabawkowych Marii pojawiły się ostatnio lalki B. postanowiliśmy sobie zrobić własną ciotkę. Zabawa była przednia i zajęła nam cały wieczór. Przyjrzeliśmy się  najpierw lalce krytycznym okiem. Porównaliśmy jej proporcje z proporcjami normalnego człowieka. Okazało się, że ma strasznie długie nogi, za chude ręce i talię. Potem dzieci obkleiły ją plasteliną. Nie zapomniały o niczym. A że ostatnio niezwykle interesują się budową człowieka, zwłaszcza jego intymnymi narządami dorobili wszystko o czym firma produkująca lalkę nie wiedzieć czemu zapomniała. 
I tak z zabawy dla żartu zrobiła nam się prawdziwie edukacyjna pogadanka: o sztuce, o zafałszowanym wizerunku kobiety jaki przedstawia lalka Barbie i współczesne media (tutaj więcej)  i o fizjonomii. Brzmi poważnie prawda? A na koniec Jasio stwierdził, że przed kolacją stworzyliśmy prawdziwą sztukę. A Wam jak się podoba nasza Ciotka?




poniedziałek, 27 maja 2013

Dzień Matki w laurce.

Z tego miejsca dziękuję bardzo Paniom nauczycielkom z przedszkola za wspaniałe prezenty z okazji Dnia Matki.
P.S.
Przedszkole nasze jest naprawdę wspaniałe. Cudowne wychowawczynie, ciekawe wycieczki, czytanie książek, dużo zabaw ruchowych. Brakuje mi tylko niczym nie skrępowanej dziecięcej twórczości.  Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale wolałabym po stokroć namalowany samodzielnie przez moją córkę obrazek. Oczywiście laurka i ramka są piękne, ale to jednak seryjna produkcja  wykonana bez udziału dzieci, o czym od razu poinformowała mnie moja córeczka wręczając mi prezent: ,,Mamo, ale ja tego nie robiłam'' Trochę przykro. Na szczęście w domu zrobiła dla mnie laurkę, którą zatrzymam sobie na zawsze.


środa, 22 maja 2013

Ma gadane.

Syn od drzwi rozpoczyna monolog, żywo gestykulując:
- Mamo, posłuchaj. Był test. Ciesz się. Mamo, ciesz się! Były z tego testu jedynki, ale mamo...ciesz się, ja nie dostałem jedynki. Ciesz się! Mamo, były z tego testu dwóje, ciesz się mamo! Ciesz się, bo ja nie dostałem dwói. Mamo, były z tego testu tróje. Ciesz się, bo ja dostałem tróję. Na szynach.

Grunt to odpowiednie wprowadzenie, wtedy każda informacja staje się łatwiejsza do przełknięcia, nawet taka że ,,Bitwę pod Grunwaldem'' namalował Pablo Picasso. (No bo to taki słynny obraz, to musiał go namalować najsłynniejszy malarz z trzech do wyboru:-)

piątek, 5 kwietnia 2013

Wiosna

Frustracja narastała. Do tego stopnia, że zaczęli jej schodzić z drogi, unikać najdrobniejszych zatarć, które mogłyby skutkować rozpętaniem burzy. Chodzili na paluszkach, kładli się grzecznie spać i odkładali po sobie naczynia do zmywarki. Ale w końcu przyszła ta chwila, kiedy już nie mogła, nie wytrzymała, wybuchła! A było to tak. Wstała o poranku jak zawsze, zjadła śniadanie, przygotowana do wyjścia z aktówką w dłoni. Weszła do windy. Wychodząc z klatki zobaczyła to! Znowu! Znowu! Jak długo jeszcze można to wytrzymywać? Ciśnienie jej niepokojąco skoczyło, ale trzymała się dzielnie starając się nie dawać po sobie poznać, że zaraz wybuchnie. Napięcie narastało gdy szarpnęła za przemarzniętą klamkę auta, wypieki wystąpiły w tym samym momencie w którym chwyciła skrobaczkę w dłoń.  Chwyciła ją po raz kolejny, po raz setny, a może nawet tysięczny powtarzając sobie, że to już ostatni raz, ostatni! Odwalając z dachu warstwę mokrego, ciężkiego śniegu nagle nie wytrzymała...
Obudził ją blask bijący od wysoko zawieszonej pod sufitem żarówki. Przez chwilę wzrok przyzwyczajał się do jasności. Gdy przestała mrużyć oczy zorientowała się, że jest w pomieszczeniu bez drzwi i okien obitym miękkim materiałem, białym materiałem. Wszędzie biało, biało, biało!!!! A niech mnie! Zaczęła się miotać i usiłowała oderwać biała materię ze ścian. A potem to już wpadło dwóch pielęgniarzy...
Gdy wychodziła odurzona środkami uspakajającymi za oknem zieleniła się już wiosna. Słońce mrugało do niej przyjaźnie. A w domu czekała rodzina z bukietem kwiatów i grzywną za zdemolowanie parkingu przed własnym blokiem. 

środa, 20 marca 2013

Kryzys

Czyżby to był kryzys wieku średniego? Dopadło ją to całkiem niespodziewanie. Wybrała się z dzieckiem na zajęcia do muzeum. Usiadła na ławce, obok inne matki. Dzieci mniej więcej w tym samym wieku, matki też. Same stare baby i ona. Omójboże! Ale to nie wszystko. Była raz w mieście, z którego pochodzi i zaczepił ją łysiejąco-siwiejący facet. Rozmawiali kilka chwil, podczas których ona się zastanawiała któż to do cholery jest?. Jakiś wujek? Nauczyciel WOS-u z liceum? No i po kilku dniach wpadła na to! To był jej kolega z  klasy z podstawówki!
No tak, pewne symptomy ignorowała od dawna. Przeczytała kiedyś na Pudelku, że aktorki z Beverly Hills 90210 robią sobie już trzeci lifting i zaczynają grać kobiety po menopauzie! Na litość boską! Czyżby coś przegapiła?  Wnikliwie popatrzyła w lustro. Jakoś czasu na to nie ma w ciągu tygodnia, wieczorem pada na pysk, rano wszystko w biegu. Dochodzi jeszcze kwestia słabego oświetlenia w łazience i pogarszającego się wzroku. Wkręciła dodatkową żarówkę-spojrzała. Okazało się, że wyobrażenie jej o niej samej znacznie różniło się  od tego co zobaczyła.  Marsową zmarchę na czole da się jeszcze zamaskować modną grzywką, ale rozwijającą się siatkę kurzych łapek wokół oczu? Może optyk coś poradzi? Okulary denerwowały ją niezmiernie, zwłaszcza odkąd odkryła że po ich włożeniu okna robią się znacznie brudniejsze niż w rzeczywistości  Rzeczywistości bez okularów - ostrej i wyraźnej jak brzytwa. Lepsze jednak kujonki, niż rzucające się w oczy opadające powieki.
Jakiś młodzieniec trącił ja w metrze. Dobrze wychowany był, powiedział: ,,O bardzo przepraszam Panią'' No tak, o kobietach w jej wieku już nie mówi się na ty. Z kategorii dziewcząt przeszła niepostrzeżenie w kategorię kobiet, pań. Już nawet czterdziestolatek się za nią nie obejrzy, bo teraz akurat będzie 20 lat młodsza od pana dobijającego do emerytury. Dla takiego jest jeszcze młoda, co jakoś nie daje jej pociechy. Mąż się do niej zwraca per ,,mamusiu'', dzieciaci znajomi per ,,ciociomadzio''. Jakby tego było mało co wieczór wyrywa sobie trzy siwe włosy z grzywki. Póki do czynienia mamy z detalem, nie jest źle. A co będzie gdy dojdzie do hurtu? Czy znajdzie u fryzjera wśród frędzli syntetycznego włosia kolor zbliżony do jej naturalnego, do którego przywykła przez lata? Już nie mówiąc o odzieży, niedługo w dziale młodzieżowym ktoś spyta, co wybrała dla córki, podczas gdy ona sama pragnęła by całe życie chodzić w trampkach i frędzlach. Ale rozmiarówka coś nie ta, gdyż z pokolenia na pokolenie faszerowane antybiotykami i odżywkami witaminowymi młodzież rozrastają się wzdłuż i wszerz. Z obciętych nogawek spodni mogłaby wyłożyć trasę Warszawa-Poznań, a za długich rękawów może używać do wycierania kurzu.
Ale najgorsze są te dzieci, które otaczają ją dookoła. Młody reżyser właśnie debiutuje, a przecież dopiero co z pieluch wylazł. Phi! A jej siostra? Nie dalej jak rok, no może góra dwa lata temu była pociesznym grubaskiem w okularach, a teraz ma nogi do szyi, zagraniczne staże i w każdej sukience z Zary wygląda jak bogini. Zanim się obejrzy, to jej własna osobista córka założy sobie konto na Facebooku i pożyczy buty z obcasami na imprezę. Syn przyprowadzi jakieś dziewczę podobne do niej kilka dekad temu, w myśl zasady, że każdy chłopiec szuka sobie na partnerkę kopii mamusi.
No cóż każdy kiedyś dojrzewa. Czas i na nią. Choć nadziei na przygody i ciekawe życie nie traci.  Jak to powiedział jej syn: ,,Widziałem taką starą panią jak ty, która uczyła się jeździć na nartach, to ty też się na pewno nauczysz''.

P.S.
Podobieństwo do prawdziwych postaci przypadkowe. 

wtorek, 19 marca 2013

Atak kosmitów


Matka pracująca zrobi wiele, by choć przez chwilę po powrocie do domu odpocząć. Dlatego ucieszyłam się, gdy dzieci, wyposażone w paczkę plasteliny, ucichły za drzwiami toalety. Zaniepokoiłam się dopiero wtedy, gdy do mych uszu doszły dziwne okrzyki ,,Ojcze zabierz mnie na swoją planetę!'' ,,Nie jestem Twoim ojcem! Nie jesteś do mnie podobny!'' Rozwiązanie zagadki było proste. Toaletę opanowali kosmici. Odetchnęłam z ulgą. Lepsi kosmici niż na przykład mole spożywcze. 

P.S. 
Jeśli ciekawi Was co robiły dzieci w toalecie to odpowiadam: Jasio przebywał w toalecie zgodnie z jej przeznaczeniem w sprawach zasadniczych, Maria mu towarzyszyła, żeby się nie nudził, bo dobra z niej siostra.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Precz ze sprzątaniem i tv!

Brak wisów na blogu, nie znaczy że u nas się nic nie dzieje. Bynajmniej. Dzieje się i to czasem za dużo.

Ostatnio wciągnęła nas budowa reakcji łańcuchowych. Gotowy zestaw wzbogaciliśmy tym co znaleźliśmy w pudłach z naszymi zabawkami. Jeśli nie macie alternatywy dla weekendowego sprzątania szczerze polecam. Wciągające!

Poza tym karmimy ptaki, a one zapewniają nam niezapomnianą rozrywkę. Powieś karmnik na balkonie i pozbądź się telewizora! Pamiętać należy jedynie o tym, czym ptaki powinny być karmione.

Ej ludziska!!! Ziarno się skończyło!
Grupa trzymająca władzę.


czwartek, 17 stycznia 2013

Mężczyźni wolą blondynki.

Syn mi się starzeje, a córka się zaręcza!
- Marysiu, co too?
- Pierścionek zaręczynowy od Kubusia.
- On Cię musi naprawdę lubić.
- Wiesz, Kubuś mi dał pierścionek, a potem powiedział, że mnie nie lubi. Ale wiesz...on po prostu tak oszukuje.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Sezon podstolny.

Zachciało się dziatwie hamaka u progu zimy. A tak serio, to ujrzałam podobne zdjęcie na FB i to mnie się zachciało, a że hamak leżał czekając na kolejny sezon... 
Sama nie mam odwagi się ,,bujnąć'', ale na dzieciaki aż miło popatrzeć. I kurzowe koty pouciekały gdzie pieprz rośnie. 


niedziela, 25 listopada 2012

Post tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

Jesteśmy mięsożercami. To fakt. Odkąd gotuję moim dzieciom  zaczęłam bardziej interesować się skąd pochodzi mięso, którego używam, jak zwierzęta są hodowane, czym są karmione, oraz, no właśnie...jak są zabijane. Niedawno oglądaliśmy film dokumentalny ,,Chleb nasz powszedni''  Nikolausa Geyrhaltera. W filmie bez komentarza oglądamy produkcję żywności na skalę przemysłową. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Zwłaszcza sceny z rzeźni są przerażające. Każdy konsument powinien mieć świadomość tego, co je i jaką drogę przebył dany produkt, zanim trafił na nasz talerz. Swoim dzieciom staram się to uświadamiać.
Staram się również kupować mięso w sprawdzonych miejscach. Kurczaki kupuję na bazarze, u Pani która ma ich zaledwie kilka. To najlepszy dowód, że nie są produkowane na skalę przemysłową.
Może Wam się to wydać dziwne, ale Maria z chęcią asystowała mi przy oprawianiu kurczaka. Z ciekawością przyglądała się nóżkom i podrobom. Przy okazji zrobiliśmy małą lekcję anatomii. Przykro jej było, że kurka nie żyje, ale teraz już wie z czym wiąże się jedzenie mięsa i jeśli w przyszłości zechce być wegetarianką, to będzie jej świadoma decyzja, a sterta nóżek w sklepie mięsnym nie będzie dla niej abstrakcyjnym produktem pozbawionym przeszłości. Nauczyła się też tego, że jeśli już ta kura została pozbawiona życia, byśmy my ją zjedli, nie możemy zmarnować ani kawałka. 
Bardzo podoba mi się robota, jaką odwala Jamie Oliver. Bo okrutna prawda moi drodzy jest taka, że dziś na obiad Świnka Peppa. Miejmy tego pełną świadomość. 


Świeży drób można poznać po nóżkach
Lekcja anatomii


wtorek, 20 listopada 2012

Wieczór pełen wrażeń.

Akcja toczy się w poniedziałkowy wieczór. Osoby dramatu: Syn i Matka.
- Mamooooo, a pamiętasz jak dwa tygodnie temu ci mówiłem,że w ten wtorek mam w szkole występy i mam być przebrany za słowika?
- Ups...
Kurtyna!
Morał: Jak masz matko sklerozę to nie masz wyboru musisz nadrabiać pomysłowością.
bardzo poranna przymiarka

piątek, 26 października 2012

Praca samodzielna.

Jan samodzielnie odrabia lekcje. Cieszę się z tego powodu. Choć czasem...No cóż błędów nie zrobił, z prawdą się nie minął.
W najbliższym czasie spodziewam się kontroli sanepidu i gastrologa z przychodni rejonowej:-)