Moje dzieciństwo to: bieganie w kaloszach po lesie, podlewanie pomidorów, wdrapywanie się na kompost, chowanie się w psiej budzie, gonitwa za jaszczurkami, włażenie na drzewo orzechowe, zajadanie się czereśniami prosto z drzewa i malinami z krzaków, wykopywanie kości, które przed chwilą zakopał pies, zamalowywanie (obustronne) tekturek z opakowań rajstop, ujeżdżanie psa, zimowe kuligi, łapanie ślimaków, obserwowanie wróbli mieszkających pod dachówką, pluskanie się przy opryskiwaczu w ogrodzie, szlifowanie patyków na kole roweru Reksio, zbieranie grzybów, zrywanie fasolki szparagowej w przydomowym ogródku.
To zapamiętałam najlepiej, tego chciałabym dla swoich dzieci. Ale tak się złożyło, że nie mam przydomowego ogródka, tylko ciasny balkon. Nie mam lasu otaczającego dom, mam za to blisko do zatłoczonego parku. Jest komputer, telewizor, cała góra zabawek…jest też mój żal, że moje dzieci nie mogą spędzić dzieciństwa w tak cudownym miejscu w jakim ja je spędziłam. Dlatego staram się im to wynagrodzić. Nie lubię gdy się nudzą, chciałabym, żeby odnalazły swoje pasje, cieszyły się tym cudownym czasem jakim jest dzieciństwo i dobrze go wykorzystały.