Nie możemy się juz doczekać świąt, jak widać przygotowania trwają. W tym roku odpuszczam pasztety i mazurki, chyba, że chwyci mnie imperatyw koło środy i będę musiała...
Póki co Mania maluje swój koszyk glamour. Koszyk dostałam w prezencie, jest zrobiony taką techniką.
niedziela, 17 kwietnia 2011
wtorek, 12 kwietnia 2011
Taśmociąg
Jako matka kreatywna i impulsywna zakupiłam komplet taśm izolacyjnych, gdyż spodobaly mi sie ich kolory. ,,A może właśnie że coś zaizoluje''-powiedziałam zdziwionemu mężowi, który pomagał mi rozpakować zakupy. Zadumałam się. Aby uwiarygodnić mój zakup niezwłocznie zaizolowałam dzieci. Byly raczej zadowolone, zresztą zobaczcie sami.
Zaizolowana MarysiaZaizolowany Jan
Zaizolowana szafka
Taśmy
Fajne jest też malowanie z pomocą taśmy. Najpierw wyklejamy kształt taśmą na kartce z bloku technicznego. Potem na kartke chlapiemy farbą (można użyć szczoteczki do zębów), tak aby całą kartke pokryć kolorem. Gdy farba wyschnie odklejamy taśmę.
Taśmy zostało nam jeszcze sporo, więc jeśli wymyślimy nowe sposoby na jej spożytkowanie damy znać.
Zatroskanych zapewniam, że odklejanie taśmy izolacyjnej z buzi nic a nic nie boli.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Apel
Kobiety-matki-pracownice-jeśli macie taką możliwość ruszajcie na dodatkowe studia weekendowe, a może wtedy i wasi mężowie odkryją w sobie głęboko skrywany talent kulinarny. Mój odkrył. Te pyszne dania wynagrodziły mi ostatni weekend spędzony w szkole. Sfotografowałam te cuda dla potomności. Po przepisy proszę się zgłaszać do mojego męża.
Sobota
Niedziela
I tylko nie myślcie, że u nas o tak jest, o nie:-)
Sobota
Niedziela
I tylko nie myślcie, że u nas o tak jest, o nie:-)
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
W sobotę były urodziny Hansa Christiana Andersena...
czyli Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Postanowilismy ten dzień uczcić wyjątkowo. Po pierwsze zrobiliśmy sobie całodniową przerwę od telewizji (wyłamali się tylko rodzice, zaraz po tym jak dzieci usnęły-ale o tym cicho sza!). Spędziliśmy dzień na powietrzu korzystając z prawdziwie wiosennej pogody. A dzieci dostały od nas po książce.
Dla Jasia ,,Grzeczna'' Gro Dahle i Sveina Nyhus'a. Co prawda książka ma bardzo dziewczęcy design, ale o dziwo Jasia to nie zniechęciło. Jest to pierwsza książka, którą przeczytał sam. Ilustracje są piękne, a historia poruszająca i pouczająca, przynajmniej ja się wzruszyłam do łez. Bohaterką jest Lusia, dziewczynka, która była tak grzeczna, że ludzie wokół przestali ją zauważać, aż w końcu Lusia zniknęła. Jeżeli chcecie się dowiedzieć, czy Lusi udało sie powrócić do świata sięgnijcie po tą wspaniłą książkę z przepięknymi ilustracjami.
Dla Marysi ,,Malutka Czarownica'' Otfrieda Preussler'a z ilustracjami Danuty Kownackiej. Jest to książka, którą pamiętam z dzieciństwa. Zaczęłam ją czytać będąc w odwiedzinach u znajomych rodziców, nie udało mi się wtedy jej przeczytać, ani nie znalazłam jej w bibliotece. Gdy ujrzałam ją ostatnio w księgarni od razu postanowiłam ją nabyć. Teraz na pewno ją dokonczę! Poza tym znam pewną małą czarownicę, której książka na pewno sie spodoba.
piątek, 1 kwietnia 2011
Parówka najlepszym przyjacielem matki pracującej
I to nie żart prima aprilisowy! Długo się przed parówkami broniłam, ale w końcu uległam. W końcu to danie z mojego dzieciństwa. Zaklinam się, że pamiętam jak jechaliśmy do sołtysa po kartki na mięso, a potem do sklepu i czekałam tylko na piękne, lśniące w swoich osłonkach parówki. Nie ma nic prostszego do przygotowania i czasem z ulgą przyjmuję żądania parówki na kolację, zwłaszcza gdy po ciężkim dniu wracamy do domu. Przed kupnem proponuje poczytać skład. Jeśli po przeczytaniu dostajecie ciarek na całym ciele, odłóżcie parówki na regał i opuście sklep niezwłocznie. Zawsze można się udać do sklepu z ekologiczną żywnością i kupić parówki zrobione prawie wyłącznie z mięsa, co nie jest wcale oczywistością. Nie kupię jak wypatrzę w składzie mięso oddzielane mechanicznie od kości, brrrr, długą listę EEEEEE, albo skórki z kurcząt. Sami widzicie, że aby kupić dobre parówki trzeba mieć swoją metę.
A jak już uda mi się kupić jadalne parówki to zazwyczaj dzieciaki jedzą je tradycyjnie z ketchupem lub kombinujemy na rożne sposoby, gdy mamy troche więcej czasu.
Na przykład parówki w cieście drożdzowym, przepis tu.
Spaghetti parówkowe. Dla usprawiedliwienie dodam, że było dużo zabawy przy gotowaniu, a poza tym w sosie było pół główki czosnku i zmiksowane z pomidorami brokuły, a wszystko polane odrobiną oleju lnianego.
wtorek, 29 marca 2011
sobota, 26 marca 2011
Matka na ziarnku grochu.
Matka to jednak jest jakaś inna kategoria człowieka. No bo jest tak: ojciec dzieciom zabiera pociechy do dziadków na weekend, mieszkanie wolne, a matka co? W piątek jak tylko zamykają się za dziećmi drzwi idzie do sąsiadki na ploty, potem schodzi do własnego mieszkania i postanawia rozsiąść się na kanapie i zwolnić trochę pamięci na dekoderze. Obejrzy sobie te wszystkie dobre filmy, co to je puszczają na złość między 2 a 3 w nocy i co to je sobie nagrała, by obejrzeć je w bliżej nieznanej przyszłości. Posączy sobie wino,zje czekoladowe mikołaje, co ze świąt zostały, owinie się kocem, nałoży sobie na gębę maseczkę, co to dawno straciła ważność, a którą to sobie obiecywala stosować dwa razy w tygodniu, by sie nie zestarzeć przedwcześnie. Siada sobie taka matka, mości się bo oto ma dla siebie całą kanapę, nikt się samolubnie nie rozkłada na całej długości. Pilot w jedną rękę, kieliszek w drugą, film ciekawy, nawet świeczkę zapachową sobie zapaliła...tyle, że jakoś tak dziwnie jej sie robi, coś zaczyna ją uwierać, skupić się nie może, głowa sama odwraca się od telewizora w stronę...no właśnie! W stronę sterty nieuprasowanych ubrań! Nagle zauważa porozrzucane po podlodze zabawki, które zaczynają tlić się złotą poświatą, brudne naczynia z kuchni pobrzękuja metalicznie, słyszy szelest odzieży czekającej na pranie w koszu na bieliznę. Zła na siebie myśli, że przecież może prasować i oglądać jednocześnie. Opróżnia więc jednym chaustem kieliszek i odpala żelazko. A do żelazka woda potrzebna. Idzie do kuchni po wodę. Żeby nalać do dzbanka wodę trzeba opróznić zlew. Trudno. Zapełnia zmywarkę, myje patelnię i napelnia dzbanek. No to jeszcze dla przyzwoitości stół wyciera, bo brudny. O Boże żelazko! Biegnie do pokoju, wlewa wodę w rozpalone żelazko i zaczyna prasować, zapomniała zatrzymać film więc straciła już wątek, ale nie chce sie jej przewijać. Prasuje, prasuje, prasuje, wypija kolejny kieliszek. Po dwóch godzinach wszystko poskładane leży na stole, suszarka pusta. No ale szkoda żeby stała taka pusta, można by pranie włączyć. W łazience ładuje pralkę, włącza pranie, przegląda się w lustrze, maseczka dawno przyschła do twarzy. Zmywa maseczkę, przy okazji przeciera lustro, bo ochlapane przez córkę, która nie może zrozumieć, że szczoteczkę elektryczną włącza sie dopiero po wsadzeniu jej sobie do ust. Umywalka też brudna, to też przetrze. No to teraz można wrócić na kanapę. Idąc wdeptuje w kinderniespodziankę leżącą na podlodze, podnosi ją i zanosi do dziecięcego pokoju. Otwiera drzwi, a tam armia kinderniespodzianek, maskotek, autek, puzzli patrzy na nią groźnie i żąda odłożenia na miejsce...i tak dalej i tak dalej.
poniedziałek, 21 marca 2011
Kasza atakuje katar
Ostatnio na śniadania i kolacje króluje kasza jagnlana. Jak wiadomo bowiem kasza jaglana pomaga na katar i wzmacnia odporność. Nie wystarczy jednak się na nią patrzeć, trzeba ją również zjeść. A ile można jeść kaszę gotowaną na mleku polaną syropem klonowym? Gdy więc stawiając kaszę na stół zaczynały się głosy typu ,,znowwwuuu?'' postanowiłam zakamuflować kaszę, zdezorientować dzieci, a wszystko oczywiście dla ich dorba i zdrowia! Wdziałam więc fartuch w kolorach moro i przystapiłam do akcji:
1. Kryptonim budyń
Pół szklanki kaszy jaglanej prażę chwilkę w garnku z grubym dnem. Następnie zalewam szklanką wrzątku i szkalnką mleka. Gotuję ok 15 minut na wolnym ogniu. Gdy kasza lekko przestygnie wrzucam ją do malaksera i mikuję z dodatkiem dwóch łyżek jogurtu, lub odrobiną mleka na gładką masę. I teraz można dodać: 3-4 kostki gorzkiej czekolady, albo mrożone owoce, np. truskawki, albo łychę mleka skondensowanego o smaku toffi z tubki. Miksować jeszcze chwilę, dosłodzić fruktozą jeśli to konieczne i podawać dzieciom jako budyń. Można włożyć do silikonowych foremek do pieczenia muffinów i gdy budyń ostygnie i nabierze kształtu wyłożyć na talerz. Wygląda obłędnie i jeszcze bardziej zdezorientuje dzieci, które zjedzą ze smakiem kolejną porcję jaglanki.
2. Kryptonim placki
Gdy zostanie trochę kaszy ze śniadania - na kolacje na bank będą placki. Kaszę mieszam z mlekiem/maślanką/jogurtem, rozdrabniam widelcem, można tez zmiksować w blenderze. Dodaję dwa jaja, mąkę, łyżkę oleju i starte jabłko, lub rozgniecionego banana. Smażę placki na złoto i podaję niczego nie podejrzewającym dzieciom.
3. Kryptonim creme brulle
Przygotowuję kaszę jak na budyń karmelowy, dodaję tylko odrobinę ekstraktu z wanilii. Wkładam do żaroodpornych miseczek posypuję brązowym cukrem i zapiekam chwilę w piekarniku ustawionym na grill, aż z cukru utworzy się karmelowa skorupka. Dzieci szaleją ze szczęcia.
A tu jeszcze kilka fajnych pomysłów:
poniedziałek, 14 marca 2011
Wielkopolskie wychowanie
Staram się jak najrzadziej zabierać dzieci na zakupy do hipermarketów czy centrów handlowych. Z drugiej strony powinny się oswajać, żeby potem przy byle wizycie nie wpadały w amok i nie szalały na widok ruchomych schodów. Przed przekroczeniem progu świątyni konsumpcji odpowiednio dzieci przygotowuję. I nie piszę tu tylko o najedzeniu/wysikaniu, ale także pewnym przygotowaniu psychologicznym.
Po pierwsze ustalam zasady, uprzedzam dzieci, że na nic się nie dam naciągnąć i pozwolę wybrać im co najwyżej serek lub soczek. Informuję, że wyjdziemy jak tylko zaczną biegać, krzyczeć i pouczam o nie rozdzielaniu się. Przeżyłam ja w życiu przygodę, kiedy to zgubiłam w sklepie dwuletniego syna, który to cichcem wyszedł z samochodu-wózka, podczas gdy ja wybierałam ser. Znalazł się po kilku minutach wpatrzony błogo w obracające się na grillu kurczaki. Swoją drogą sama sobie byłam winna, bo nie posłuchałam syna , który cały czas mówił, że chce obejrzeć ,,kujcaki''. Obecnie mój niezastąpiony syn szkoli swoją młodszą siostrę z zasad panujących w przybytkach konsumpcji. Oto przykłady:
Maria pędzi do samochodzików napędzanych na dwuzłotówki.
Jasio: Mario, możesz sobie usiąść, ale nie będziemy tam wrzucać pieniążka, co? Bo za takiego pieniążka można kupić rurkę z bitą śmietaną! No chyba wolisz rurkę?
Maria przykleja się do szyby sklepu z zabawkami i wymienia: Kup mi to i to i to.
Jasio: Mario, w internecie taniej.
Jaś: Kupisz mi to mamo?
Ja: Mogę Ci kupic na urodziny, jeżeli chcesz.
Jaś: Ale to jeszcze duuuużoooo czasu…(żałosne westchnięcie)
Ja jednak również znam pewne sztuczki: Zawsze możesz to kupić za swoje pieniądze ze skarbonki.
Jaś: Eee, no to chodźmy…
Maria też ma swoje sposoby, którymi próbuje mnie rozmiękczyć. Szeroki gest ręki wskazuje regał ze słodyczami. ,,Teego niee ceeeemy. Prafda mamo?’’ I spojrzenie wygłodniałego króliczka. A jak już się zgodzę na jakiś ,,słodycz’’ to zaraz druga ręka sięga po duplikat dla brata. Albo okrzyk i zachwyt w oczach, połączony z mruganiem rzęsiskami z zachwytu ,,Oooooo to jest moje ujubione!!!!’’I tak jestem twardsza od Taty, który po spojrzeniu króliczka kupi prawie wszystko. Dobrze, że rzadko chodzi z Manią na zakupy.
W dziale z książkami juz sobie folguja, bo wiedzą, że na bakugana czy konia z wodogłowiem się matki nie naciągnie, ale na fajną książkę przy odrobinie wysiłku i owszem.
Albo westchnięcia mojego syna:,,Dlaczego oni do wszystkiego muszą dodawać cukier?’’, ,, Mario, pamiętaj, że reklamy kłamią’’, ,,Kupmy więcej starczy na dłużej'', ,,Czy na pewno tego potrzebujemy?'', ,,Mario to jakieś dziadostwo, lepiej kupic coś porządnego''.
Maria podczas symulacji zakupów
czwartek, 10 marca 2011
Ocet i soda-pomysł na zabawę.
Właściwie to do tej zabawy zainspirował mnie zatkany zlew. Odtykając go używałam octu i sody oczyszczonej i przypomniała mi się zabawa, którą zobaczyłam kiedyś na jakiejś stronie internetowej. A poza tym wyczytałam na stronie Reni Jusis, o zastosowaniach tego cudownego białego proszku-czyli sody. Zresztą używam jej dosyć często nie tylko do wypieków, ale także do przemywania miejsc po szczepieniach, czyszczenia łazienki, neutralizowania zapachów, prania, a teraz również do zabaw plastycznych.
Owijamy dzieci folią. Stół wykładamy gazetami. Ustawiamy szklanki w kuwecie/misce/brytfance. Szklanki napełniamy do połowy octem i zabarwiamy barwinkami spożywczymi lub farbą (lepsze są barwiniki, bo farby łącząc się z octem nieprzyjemnie pachną). Do ufarbowanego octu dodajemy odrobinę mydła w płynie, lub płynu do mycia naczyń. I teraz najlpsze! Wsypujemy do szklanek po łyżce sody, energicznie mieszamy i oglądamy prawdziwe erupcje kolorowych wulkanów!
A tak wogóle to zapraszam mamy i dzieci na wszystkie zajęcia do Klubu Mam na Bemowie i dziękuję mamom za pomoc przy sprzątaniu po dzisiejszych warsztatach:-)
poniedziałek, 7 marca 2011
Dziadku Sto Lat!
Ostatnio brak mi czasu...w domu rośnie sterta nieuprasowanej odzieży, słońce przebijające się z trudem przez brudne okna odsłania tumany kurzu pochowane po kątach...nie żeby mi to specjalnie przeszkadzało. Jak zmruży się oczy to ma się złudzenie porządku. Zaległości biorą się z zajętych weekendów, które spędzamy poza domem. Ostatni spędzilismy wyjątkowo miło, wraz z bliższą i dalszą rodziną na osiemdziesiątych urodzinach mojego Dziadka. Przy okazji urodzin przeglądałam stare fotografie. Może jestem sentymentalna, ale oglądanie tych zdjęć sprawiło mi niesłychaną radość. Emocje uchwycone na tych zdjęciach, szczegóły które zauważamy w tle, odszukiwanie podobieństw rysów twarzy, a jednocześnie wiedza o tym jak potoczyło się życie fotografowanych osób, jak niekiedy brutalnie zostało przerwane. Oglądając te zdjęcia, te wesołe twarze moich krewnych, nieświadome zbliżającej się zawieruchy wojennej skłaniają mnie do refleksji...jednocześnie zachwycają i dają poczucie ciągłości, przynależności. Kto wie, może ktoś kiedyś będzie w ten sposób oglądał moje zdjęcia?
Dziadek z mamą podczas wycieczki do Gdyni 1938r.
Dziadek (w środku) podczas wakacji na wsi 1937r.
Tort mojego autorstwa - prezent dla solenizanta
Roztańczona prawnuczka
Mimo konieczności założenia koszuli z guzikami (wstręt do guzików dziedziczny) zadowolony Prawnuk Dziadku jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
wtorek, 1 marca 2011
,,A gdzie jest Prosiaczek? Też sobie przypomniał, że zapomniał...''
Pamiętałam, żeby 23 lutego zamieścić urodzinowego posta, ale zapomniałam, że pamiętałam...zresztą to u mnie normalne.
Moi dordzy jakby nie patrzeć rok minął odkąd pojawiłam się w blogosferze...no cóż, chyba trochę się uzależniłam i pewnie z tych dotychczasowych dziewięciu tysięcy wejśc na bloga, z pięć jest moich...
Ponieważ staram się być na diecie (choć czasem zapominam, że jestem), to tortu sobie z tej okazji nie upiekłam. Wkleję Wam za to zdjęcie mojego ulubionego brownie, które wygląda jak zakalec i jestem z tego dumna!
Brownie
2 tabliczki gorzkiej czekolady (im lepsza jakośc czekolady tym lepsze ciasto)
kostka masła
6 jaj
100 g mąki (tj. 10 płaskich lyżek)
150 g cukru
bakalie (ewentualnie)
Czekoladę należy rozpuścić z masłem w kąpieli wodnej i odstawić do ostygnięcia. Włączcie piekarnik na 180 stopni. Jajka zmiksujcie z cukrem i mąką i cały czas miksując dodawajcie ostudzoną czekoladę. Wmieszajcie w mase bakalie i wylejcie ciasto na wyłożoną pergaminem blachę.
Ciasto piecze się około 20 minut.
Jak uznacie, że jest za mało czekoladowe, można dorobic polewę z dwóch tabliczek czekolady rozpuszczonych w kąpieli wodnej ze szklanką śmietanki 30%. Albo podajcie je z bitą śmietaną, albo z lodami, albo polane likierem...
Wygląd zakalcowaty odstraszy co bardziej konserwatywnych smakoszy, dzięki czemu więcej ciasta zostaje dla was.
Smacznego.
piątek, 25 lutego 2011
Wybierzcie się na zimowy spacer!
Może monotematyczna jestem...ale zima wciąż trwa i trwa i skończyć się nie chce. Na zachętę do spacerów zaczęło świecić słońce, co mi się niezmiernie podoba! Skorzystaliśmy z wizyty u dziadków i wybraliśmy się na długi spacer po zamarzniętych łąkach. Cóż to był za spacer! Bo:
Jeden z mobili podarowaliśmy Babci-Prabaci Danusi z okazji 79 urodzin! Babciu jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!
- robiliśmy aniołki na śniegu,
- bawiliśmy się w tropicieli zwierząt (rozpoznaliśmy ślady: lisa, gęsi, zająca, sarny, bobra),
- odkrywaliśmy spękania w lodzie,
- podziwialiśmy lodowe fraktale,
- ucieliśmy sobie małą drzemkę na sankach,
- układaliśmy mozaiki z kruszonej tafli lodu;
- i zbieraliśmy ,,skarby natury'' na kolenje lodowe mobile.
piątek, 18 lutego 2011
Zimmmnooooo
Zima! Mam już jej dość. Mróz wrócił, wiosna oddaliła się w nieznanym kierunku, pozostawiając na drzewach bazie.
W takim razie proponuję kilka lodowych zabaw na mroźne dni. U nas ferie jeszcze trwają, trzeba więc dzieciom organizować czas.
Lodowe mobile. Najpierw trzeba przygotować kilka naczyń o różnych kształtach. Wlewamy do każdego wodę i zaczynamy zabawę. W bardzo fajnej książce pt. ,,Przyrodniczy plac zabaw'' Fiony Danks i Jo Schofield, którą kupiłam na straganie z tanią książką, w wodzie zanurzane są ,,skarby natury’’. Ponieważ na naszym przyblokowym podwórku jedyne dostępne skarby natury to gałęzie i psie kupy, użyliśmy tego co znaleźliśmy w domu. Tak, więc wodę barwiliśmy farbą, wsypywaliśmy do niej brokat, skręcone nici, watę. Ważne, żeby zanurzyć również sznurek, który umożliwi potem powieszenie naszych lodowych brył. Wystawiamy naczynia na balkon, na działanie mrozu. Gdy zamarzną wyciągamy bryły z naczyń (gdy nie chcą wyjść-polewamy gorącą wodą od spodu) i gotowy mobil wieszamy na drzewie, balkonie. Nasze dzieło wzbudziło niemałe zainteresowanie okolicznej ludności. Codziennie obserwowaliśmy jak się zmienia i topnieje, aż w końcu zniknął całkowicie.
Z lodu można tez robić świeczniki, w ten sam sposób, tylko do naczynia wstawiamy drugie mniejsze i obciążamy je, by utworzyć lodowe naczynie. Gdy zamarznie do środka wkładamy świeczkę i stawiamy na balkonie lub zewnętrznym parapecie, widok przepiękny. Ja do tworzenia lodowych świeczników uzywam formy do lodowych kieliszków.
Można tez malować śnieg, zresztą o tym już tu było. Na uklepanym śniegu można malować pędzelkiem maczanym w farbie, a ze śniegu lepi się świetne babki - jak z piasku. O bałwanach i sankach nawet nie wspominam...
poniedziałek, 14 lutego 2011
Przewodnik po Warszawie by Jan
Jasio miał namalować atrakcje turystyczne Warszawy, które pokazałby komuś, kto przyjeżdza w odwiedziny.
Namalował to:
- Jasiu, ten czarny kwadrat, to co to jest?
- No nie wiesz? Ławka, co gra Chopina.
- No to drugie to poznaję, że to Pałac Kultury i Nauki, ale dalej...?
- No mamo, przecież to krzyż pod Pałacem.
- Ale....ale Jasiu tego krzyża już nie ma.
- Co?!?! Tatoooo słyszałeś, że zlikwidowali krzyż pod Pałacem?!?!?
Za Pałacem flagi: europejska (no wiesz ta z gwiazdami) i polska powieszona do góry nogami (ojej, pomyliło mi się).
Namalował to:
- Jasiu, ten czarny kwadrat, to co to jest?
- No nie wiesz? Ławka, co gra Chopina.
- No to drugie to poznaję, że to Pałac Kultury i Nauki, ale dalej...?
- No mamo, przecież to krzyż pod Pałacem.
- Ale....ale Jasiu tego krzyża już nie ma.
- Co?!?! Tatoooo słyszałeś, że zlikwidowali krzyż pod Pałacem?!?!?
Za Pałacem flagi: europejska (no wiesz ta z gwiazdami) i polska powieszona do góry nogami (ojej, pomyliło mi się).
wtorek, 8 lutego 2011
Inwigilacja matki
No bo przyznajcie sami...cały dzień jest obserwowana przez wszędobylskich agnetów z oczami dookoła głowy. O matko! Spróbuj im zniknąć z oczu choćby na chwilkę, zaraz zacznie się śledztwo. Gdy są mali, ledwo matka oddali się (cichcem na paluszkach) zaraz rozlega się syrena z głębi trzewi naszej pociechy. A jak nauczą się przemieszczać? Gdy tylko zauważą zniknięcie, rozpoczynają swoje śledztwo. Pełzną, idą lub biegną po śladach, by za chwilę odkryć, że matka ukrywa się przed nimi! Usiądziesz z gazetą - już są obok, już dobierają się do gazety, znam nawet przypadki, że wyżerają w niej dziurę! Wdrapują się na kolana i wciskają łebek między twoją twarz a pasjonujący tekst. Pójdziesz do toalety, zaraz w wywietrznikach w drzwiach zobaczysz błyszczące oczka i usłyszysz piskliwy głosik ,,Co jooobis?’’. Jeśli nie udzielisz wyczerpującej odpowiedzi zacznie się łomotanie w drzwi i okrzyki ,,otwiejaj!!!!’’.
A spróbuj się matko zdrzemnąć, przyciąć komara po wyczerpującym dniu zwinięta na kanapie. Po najwyżej kilku minutach ktoś bezszelestnie podejdzie i brutalnie podważy paluszkiem powieki. Uśmiechnie się do ucha do ucha i zażąda uwagi/opieki/zabawy. Takie życie matko! Siedzenie przy komputerze zabronione, bo zaraz masz na kolanach potwora, który tłustym paluchem naciska wszystkie możliwe klawisze, używając skrótów na klawiaturze o których istnieniu nie miałaś pojęcia! A zaprotestuj! Zaraz zacznie płakać przeokropnie, głową uderzy w klawiaturę unieszkodliwiając komputer. Gilem ekran zamaże.
Nadal nie wierzycie? Oto przykład najdalej z przedwczoraj: Córka moja Maria lat 2 i 9 miesięcy wraca ze żłobka. Wchodzi do domu sprężystym krokiem, za nią ja ze sprawunkami, obładowana jak wielbłąd. Córka się rozdziewa i głosem nieznoszącym sprzeciwu żąda ,,socku i minimini’’, po czym oznajmia, że kupę chce i ładuje się do toalety. Zasiada uroczyście na tronie (dosłownie i w przenośni) i przez otwarte drzwi nadzoruje. Matka nalewa posłusznie soczek, kieruje się do dużego pokoju, gdzie telewizor. Opada na kanapę i przerzuca kanały zatrzymując się na chwilę na swoim ulubionym programie. Wtedy słyszy z toalety zadziorny głosik ,,Maaamooooo to nie jest minimini!!'' Asysta i kontrola na każdym kroku! No cóż pewnie kiedyś za tym zatęsknię:-)
mała czarownica
czwartek, 3 lutego 2011
Nowa fascynacja Jana K.
-Jasiu, jutro bal w szkole. Za kogo się przebierasz?
-Za polityka.
-To znaczy, że założysz garnitur, koszulę i krawat?
-A to polityk chodzi w garniturze? Eee to nie...
-To za kogo sie przebierzesz?
-Za wikinga, albo magika, albo Kazimierza Nowaka!
-Jasio! Wczoraj mówiłeś, że przebierasz się za pirata! A teraz wymyślasz! Zaraz mi powiesz, że chcesz się przebrać za pionka szachowego...
-Mamo? A Ty skąd wiedziałaś, że marzę o tym żeby się przebrać za pionka szachowego?
-Za polityka.
-To znaczy, że założysz garnitur, koszulę i krawat?
-A to polityk chodzi w garniturze? Eee to nie...
-To za kogo sie przebierzesz?
-Za wikinga, albo magika, albo Kazimierza Nowaka!
-Jasio! Wczoraj mówiłeś, że przebierasz się za pirata! A teraz wymyślasz! Zaraz mi powiesz, że chcesz się przebrać za pionka szachowego...
-Mamo? A Ty skąd wiedziałaś, że marzę o tym żeby się przebrać za pionka szachowego?
W końcu wymysliliśmy SzachMana. Może to będzie strój turniejowy Jasia? Chyba nie pisałam, że Jasio ma już za sobą swój pierwszy turniej szachowy.
sobota, 29 stycznia 2011
Powtórka z domowej rozrywki
Blogowi niedługo stuknie roczek. Postanowilam zrobić małe wspominki i przy okazji pokazać Wam kilka pomysłów na chwilową pacyfikację dzieci w zimowy weekend. Wszystkie poniższe przykłady przetestowalam na własnych dzieciach, lub ochotnikach którzy stawili się na prowadzone przeze mnie warsztaty plastyczne w Klubie Mam na Bemowie. Z góry uprzedzam, żeby miłośnicy porządku, ładu i czytsych dzieci nie powinni realizować tych pomysłów dla własnego dobra.
Zapraszam do przeglądu:
1. malowanie rękami - zawsze się sprawdza. Świetna zabawa nawet dla maluszków, przyjamniej dopóki nie będą chciały oblizywać rączek. Potrzebne: papier i specjalna farba do malowania palcami.
2. malowanie pianą - rewelacjyjne zajęcia dla dużych i małych. Dobrze, jesli dzieci siedzą w wannie i nie roznosza piany po calym domu. Potrzebne są: pianka do golenia, barwniki spozywcze lub wodniste farbki.
3. malowanie kosmicznym glutem - należy przygotować dosyć gęsty kisiel z wody i mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej. Kisiel dzielimy na kilka porcji i każdą z nich farbujemy plakatówkami lub barwnikami spożywczymi, odstawiamy do wystygnięcia. Dzieci malują oczywiście łapkami.
4. malowanie kulkami - do zabawy świetnie nadadzą się szklane kulki, jeśli takowych nie mamy poprośmy dzieci, żeby zrobiły kulki z plasteliny. Kartkę papieru umieszczamy np. w prostokątnej formie do pieczenia, albo glębokiej tacy. Kulki maczamy w rzadkiej farbie i kładziemy na papier. Trzymając naczynie przesuwamy kulki, które rysują dla nas niepowtarzalny rysunek.
5. malowanie warzywami - starajmy sie wykorzystać nie tylko, od razu nasuwające sie na myśl, katofle, ale też inne warzywa które wpadną nam w ręce. Piękne stemple wychodzą z kapusty, przekrojonej główki czosnku, albo cebuli, przekrojona różyczka kalafiora odbija sie jako piękne drzewko . Nać marchewki można wykorzystać jako pędzelek.
6. malowanie przyprawami - potrzebne będą: papier, klej, przyprawy. Wybieramy te przyprawy, które nie podrażnią oczu. Wykluczone są: pieprz, papryka, chilli. Użyjmy gożdźików, curry, cnamonu w proszku i korze, gorczycy, kminku, majeranku, oregano, anyżu w gwiazdkach, liści laurowych itp. Dajmy dzieciom wszystkiego powąchać, spróbować jeżeli mają ochotę. Zapach będzie unosił się w domu jeszcze długo po ,,malowaniu''.
7. malowanie buzi - swojej lub członków rodziny. Zalecam używanie kolorowych kosmetyków lub farb do malowania twarzy i schowanie głęboko flamastrów i permanentnych pisadeł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




